Prawa mniejszości w UE


Ryszard Maciejkianiec
Litwa

Polacy na Litwie - między
obywatelstwem kraju
zamieszkania i "pomocą" Polski

Tak się w ostatnich latach złożyło, że w środkach masowego przekazu, często mówi się o naruszaniu praw polskiej mniejszości narodowej na Litwie. W wyniku została ukształtowana opinia publiczna, że prawa Polaków na Litwie są naruszane znacznie i systematycznie.

Litwa, jak i inne kraje postsowieckie i postsocjalistyczne rzeczywiście ma problemy z przestrzeganiem praw człowieka i obywatela, co zaznaczają instytucje i organizacje obserwujące i monitorujące ten temat. Należy jednak pamiętać, iż zaniedbań, wynikających z okresu pięćdziesięciolecia sowieckich rządów, kiedy to faktycznie nie istniało pojęcie praw człowieka jako takie - nie da się natychmiast nadrobić. Nie ma tradycji, nie ma nawyków, decydujące stanowiska we władzach zajmują ludzie, ukształtowani i sprawujący władzę jeszcze w czasach sowieckich. Przy tym te naruszenia praw człowieka dotyczą wszystkich obywateli i nie są wymierzone jedynie w polskie społeczeństwo.

Patrząc na problemy polskiej mniejszości narodowej warto też odnotować, że Litwa jest jedynym krajem na świecie, gdzie aktualnie działa ponad 120 różnego rodzaju szkół, gimnazjów oraz kilka zawodówek z polskim językiem nauczania, na dwóch uniwersytetach w Wilnie aktualnie są katedry polonistyki, przygotowujące polonistów do pracy w szkołach, nieskrępowanie działa kilkadziesiąt polskich zespołów, wspieranych z budżetów samorządów, w trzech samorządach, graniczących z Wilnem, gdzie w historycznym skupisku mieszka ludność polska, pełnię władzy sprawują działacze reprezentujący organizację polityczną Akcję Wyborczą Polaków na Litwie, twierdzący, iż są Polakami. W tej sytuacji mówienie jedynie o naruszaniu praw ludności polskiej ze strony władz Litwy, a szczególnie na terenie tych trzech samorządów, byłoby co najmniej nieuczciwe, tym bardziej że samorządy mają szerokie kompetencje i decydujący wpływ na stosunki obywatel - władza.

Godne odnotowania jest, jakby na marginesie, faktu, że o ile opinię publiczną o stanie przestrzegania praw człowieka na Łotwie kształtuje Rosja, to "ekspertem" w temacie przestrzegania tych praw na Litwie występuje poprzez przeróżnych działaczy i środki masowego przekazu, Polska.

Podstawowy problem poznania rzeczywistego stanu rzeczy przez szerszą opinię publiczną wiąże się z tym, że dziś masowo informację zastępuje się propagandą, a raz w ten sposób przedstawiony temat zazwyczaj jest powtarzany aż do ukształtowania swoistego stereotypu, że Litwa właśnie systematycznie narusza prawa Polaków. W wyniku, te często powtarzane stereotypy stają się tak żywe, że niedawno dla przykładu nawet otrzymałem propozycję opublikowania artykułu na temat przestrzegania praw człowieka na Litwie, która zawierała z góry narzucaną uwagę, iż jakoby powszechnie wiadomo, że w tej sferze lepiej jest nawet w Chinach. Musiałem więc odmówić, zaznaczając, iż jest to jedynie niewłaściwy stereotyp, propagandowo ukształtowany przez tych, którzy nie znają rzeczywistego stanu rzeczy.

Dlatego więc chciałbym krótko nawiązać do historii ostatniego okresu, gdy były kształtowane stosunki Litwinów i Polaków na Litwie, zaznaczyć, co obecnie wpływa na ich stan oraz przytoczyć poszczególne przypadki, które mogą być traktowane jako naruszenie praw polskiej mniejszości narodowej, a o których było głośno dotychczas i które nadal poruszają opinię publiczną. Nie można też pominąć tego faktu, że na stan obecny stosunków, a szczególnie na przyszłość Polaków na Litwie jak na razie ma niezwykle znaczący, czy wręcz decydujący wpływ Polska i jej bezpośrednia interwencja poprzez czynniki oficjalne, nieoficjalne, poprzez funkcjonującą w Wilnie ambasadę i jej podległe placówki.

W porcie sztokholmskim

W każdym wypadku stosunki litewsko - polskie na Litwie stanowią do dziś niezwykle złożoną i delikatną materię, na którą się składa wielowiekowa pamięć historyczna, dotychczas różna ocena wydarzeń historycznych, w tym okresu dwudziestolecia, kiedy obecna stolica Litwy, Wilno, należało do Polski, oraz okres wojny i powojenne piętnastolecie, kiedy Litwę, a szczególnie Wilno i Ziemię Wileńską zmuszona była opuścić faktycznie cała inteligencja, ziemiaństwo, prawie całe duchowieństwo - słowem ci, którzy mogli przewodzić i nadawać normalny i odpowiedzialny ton życiu i działalności kulturotwórczej Polaków na Litwie.

Niestety, w końcowym okresie władzy sowieckiej i tuż po ogłoszeniu niepodległości zdołano skutecznie odmrozić te dalsze i bliższe historyczne animozje, nieporozumienia, różne interpretacje tych samych wydarzeń, niechęci i wzajemne podejrzenia, spotęgowane również nie zawsze właściwymi posunięciami nowych władz odradzającej się niepodległej Litwy po to, by stosunki litewsko - polskie wystarczająco zaognić, budując w świadomości nowych pokoleń Polaków i Litwinów raczej negatywny wzajemny obraz.

Sprzyjała temu masowa propaganda historycznych krzywd i konfliktów, niewłaściwe ukierunkowanie polskiego ruchu odrodzeniowego oraz niezrozumiała i dwuznaczna pozycja Polski, polegająca na zwlekaniu przez półtora roku z podjęciem politycznej decyzji o uznaniu niepodległości Litwy, jak też nasze oglądanie się na Polskę. Wszystko to określało postawy ludności polskiej na Litwie i Litwinów, i ich stosunki wzajemne, owoce których zbieramy dotychczas.

Dziś patrząc z perspektywy czasu na cały ten okres i proces zaogniania stosunków i budowania negatywnych stereotypów w latach 1988 - 1992, nie ma najmniejszej wątpliwości, iż działo się to z udziałem siły trzeciej - sowieckiej.

Robiono to w sposób prosty, systematyczny a skuteczny. Dla przykładu wyrażająca rzekomo opinię polskiego społeczeństwa redakcja komunistycznego dziennika "Czerwony Sztandar" wyławiała ukazujące się w litewskich środkach masowego przekazu negatywne wypowiedzi czy insynuacje pod adresem Polaków, tłumaczyła je na język polski i z odpowiednimi komentarzami zamieszczała na swoich łamach, nagrzewając wzajemne stosunki dosłownie do wrzenia, w ciągu tych kilku lat kształtując stereotypy, które bytują w starszym i średnim pokoleniu Polaków na Litwie do dziś. Tym bardziej, że takich wypowiedzi czy dwuznacznych insynuacji w litewskiej prasie rzeczywiście nie brakowało, a zachłystywaniu się wolnością i niepodległością nie zawsze towarzyszyła odpowiedzialność za słowo.

Zresztą niektóre litewskie pisma robiły to systematycznie. Można więc się domyślać, że robiły również na zlecenie swoich byłych gospodarzy, tak samo zresztą jak i "Czerwony Sztandar", mając za cel rozpalanie polsko - litewskich niechęci. Przychodziło to tym łatwiej w warunkach, gdy zgodnie z ówczesnym wymogiem sowieckiej propagandy, mającej za zadanie sowietyzację polskiej ludności, "Czerwony Sztandar" był rzeczywiście prawie w każdej polskiej rodzinie na Litwie.

Na pewno nie jest też dziełem przypadku, iż w tym najbardziej ważnym okresie przemian, powyższym codziennym wielkonakładowym pismem kierowała osoba, wcześniej pełniąca rolę politycznego koordynatora sowieckich organów administracyjnych, w tym KGB. Dziś, mimo upływu czasu, w podobny sposób informują polskie społeczeństwo powstałe jako ideowa i kadrowa kontynuacja "Czerwonego Sztandaru" pisma "Magazyn Wileński", "Kurier Wileński" oraz "Tygodnik Wileńszczyzny", będące obecnie w decydującym stopniu na utrzymaniu Polski, a które w wielu przypadkach umiejętnie wyszukują i rozpalają spory i konflikty przy każdej nadarzającej się okazji. Co ciekawe, że obecnie, gdy oba kraje -Litwa i Polska - razem należą do NATO i Unii Europejskiej, tylko takie pisma są wspierane z budżetu Polski poprzez Senat i stosowną rządową fundację.

Dowodem tego, iż wszystkie te wydarzenia, które założyły podstawy pod współczesne litewsko - polskie stosunki na Litwie, nie działy się samorzutnie, a były sterowane, jest również fakt, iż polskie społeczeństwo posiadające znikomą liczbę inteligencji "zorganizowało się i powołało" Związek Polaków na Litwie wcześniej, niż litewskie społeczeństwo powołało ruch odrodzenia "Sajudis". Nie jest też sekretem, że na czele polskiego ruchu odrodzeniowego stanęła osoba też wywodząca się z "Czerwonego Sztandaru", wcześniej przygotowywana przez sowieckie instytucje do pracy za granicą.

Dziś tej organizacji przewodzi również wychowanek "Czerwonego Sztandaru", przy tym jedyny Polak na Litwie w czasach sowieckich gruntownie przeszkolony w Moskwie w Politycznej Akademii partii komunistycznej Związku Sowieckiego, a jego działalność jest dziś obficie finansowana z budżetu państwa polskiego i szeroko promowana w polskich środkach masowego przekazu oraz poprzez oficjalne polskie czynniki. Naiwnie więc byłoby sądzić, że stosunki litewsko - polskie na Litwie były i są kształtowane jedynie przez Litwinów i Polaków na Litwie, i że za ich stan ponoszą odpowiedzialność jedynie te dwie strony.

Dlatego nawet będąc urodzonym i mieszkając przez całe życie stale na Litwie, niekiedy nie łatwo jest od razu się zorientować gdzie jest naruszenie, a gdzie jest prowokacja, gdzie jest prawda i fakt, a gdzie jest fałsz i propaganda obliczona na poklask.

Dziś, mówiąc o sytuacji Polaków na Litwie, zagrożeniach co do przyszłości i zasymilowania, nie sposób pominąć w tym procesie roli Polski, która bezpośrednio, systematycznie i stale interweniuje w polskie środowisko na Litwie na trudno zrozumiałej zasadzie i w sposób sprzeczny z własną Konstytucją, nie chcąc przyjąć do świadomości, iż dzieje się to poza granicami Polski, a Polacy na Litwie są obywatelami Litwy.

Problem antykonstytucyjnych działań w opinii wybitnych polskich prawników zaistniał wtedy, kiedy pierwszy marszałek Senatu RP A. Stelmachowski utorował antykonstytucyjną ścieżkę finansowania potrzeb Polonii na świecie poprzez Senat i faktycznie niezależną od władz "Wspólnotę Polską", stając się następnie wieloletnim kierownikiem tej "Wspólnoty" i przejmując absolutną większość potoku środków pomocowych już jako odbiorca i faktycznie niekontrolowany dyspozytor. Przy tym wydawane co roku za granicą Polski w dziesiątkach milionów złotych środki tylko przez powyższą organizację pod kątem dokonania wydatków poza granicami Polski de facto nigdy nie były kontrolowane. Budowa Domu Polskiego w Wilnie jest tego dobitnym przykładem.

Ten antykonstytucyjny tryb dzielenia i wykorzystywania środków oraz praktycznie scedowanie opieki i wpływów nad Polakami poza Polską na niekontrolowalną organizację wybitnie negatywnie zaważył nie tylko na stosunku Polska - Polacy poza Polską, ale też zdeprawował stosunki Polaków poza Polską wobec krajów ich zamieszkania, bowiem, jak wykazują wieloletnie obserwacje, środki pomocowe były i są bardzo często kierowane przy sytuacjach konfliktowych bądź imitowaniu konfliktów wobec władz kraju zamieszkania. Dziś po tylu latach "opieki" nikt jakoś nawet się nie odważy dokonać analizy skuteczności tej "opieki" i celowości wydanych chyba już miliardów złotych. Bo gdyby ktoś się odważył, to by dostrzegł "obraz po bitwie", kiedy dzięki tej "pomocy" przestała istnieć Rada Polonii Świata, faktycznie zaledwie imituje swoją działalność europejskie zjednoczenie polskich organizacji, środowiska polonijne w krajach na Wschodzie zostały podzielone według "naszych" i "nie naszych", wmontowane w konflikt z władzami krajów zamieszkania, a dlatego nie mogą promować własnej regionalnej kultury i dorobku, pracując faktycznie często na negatywny obraz Polaka, który rzekomo nic oprócz konfliktu nie niesie dla kraju swego zamieszkania. Dlatego tzw. liderzy Polaków i kierowane przez nich organizacje, będące na utrzymaniu "Wspólnoty", są raczej odbierane jako obce ciała, pracujące jedynie na potrzeby Polski, a nie dla kraju swego zamieszkania. I kiedy kilkakrotnie próbowano wrócić do prawnego i konstytucyjnego kierowania środków pomocowych - "Wspólnota" i liderzy, będący na jej utrzymaniu, organizowali propagandową kampanię protestu, iż rzekomo oficjalna i w zgodzie z prawem pomoc będzie źle odbierana w krajach zamieszkania, co nie jest prawdą.

Książkowe wydanie materiałów seminarium. Dostępne w redakcji "NCz".
Na przykład na Litwie w systemie instytucji rządowych działa Departament Wychodźstwa i Mniejszości Narodowych, poprzez który jest przekazywana pomoc Litwinom na świecie. I nikogo to nie dziwi, nikogo nie straszy, bowiem ten proces jest czytelny, zgodny z prawem, a pomoc następuje w zgodzie z polityką państwa, a nie tak, jak to obecnie w Polsce według upodobania i sympatii polityków zasiadających w odpowiedniej senackiej komisji czy działaczy "Wspólnoty". Zresztą według podobnego wzoru jak na Litwie, czyli poprzez instytucję rządową, na ile jest nam wiadomo, są wspierane środowiska rodaków i w innych krajach europejskich. Polska na tym tle stanowi wyjątek, przy tym negatywny, bowiem niekontrolowane funkcjonowanie dziesiątek i setek milionów złotych może zachęcić do daleko idących nieprawnych poczynań. O tym zresztą przekonaliśmy się osobiście, kiedy grupa osób w latach 2000 - 2002 organizowała stałe napady i próby fizycznej rozprawy wobec redakcji pisma i kierownictwa organizacji Związku Polaków, twierdząc publicznie, iż te działania są uzgodnione z warszawską "Wspólnotą".

Tak więc obecny system pomocowy z Polski niezwykle deprawuje i demoralizuje środowiska polonijne, a ich liderzy ubiegający się głównie o względy "Wspólnoty", opłacającej ich działalność, nie dbają o rozwój i przyszłość środowisk polskich, stanowiąc obecnie znaczną przeszkodę na drodze rozwoju demokracji i przestrzegania praw człowieka i obywatela na terenie zamieszkania ludności polskiej. Przykładem tego jest teren pod Wilnem, gdzie w historycznie zwartym skupisku mieszka ludność polska i gdzie różni działacze i politycy z Polski z udziałem Ambasady RP i tzw. liderów polskich poczynają jak na własnym podwórku, dorabiając się przez lata systemu, który inaczej jako wewnętrzną okupację określić się nie da. Nie da się ukryć, że właśnie na tym terenie jest najmniej demokracji, że tu powstał cały nieformalny system ścisłego kontrolowania mieszkańców i nacisków - z kim mają się spotykać, jakie pisma mają prawo prenumerować, czytać i jaką informację otrzymywać, w jakie organizacje mogą się zrzeszać, kto może być, a kto nie może przewodzić polskim organizacjom itd. itp. Najbardziej niechętnie są widziane w tym terenie propozycje skierowane do Polaków, aby oni w pełni i na równi z Litwinami korzystali z konstytucyjnych praw zrzeszania się i udziału w życiu społecznym i politycznym, nie tylko poprzez zamknięte i całkowicie kontrolowane organizacje, mające w tytule hasła narodowe, ale też poprzez ogólnopaństwowe instytucje i organizacje obywatelskie. Aby nie utracić kontroli nad ludźmi i terenem oraz ułatwić manipulację środowiskiem, kategorycznie się domaga, aby była jedna organizacja, jedna partia, jeden lider i jedna ugruntowana opinia, w tym negatywna na wszystko i wszystkich tych, którzy mają inne zdanie, wolą działać w interesie społeczeństwa, a nie grupki liderów, wolą jasność i czystość w działaniu.

Nasze gorzkie doświadczenia ostatnich prawie siedmiu lat, kiedy wobec nas za inne zdanie, za inną wizję rozwoju polskiego społeczeństwa na Litwie organizowano sądy, opłacane z Polski i cały szereg innych nikczemnych posunięć i faktów prześladowania, powtarzających się do dziś z udziałem polityków najwyższej rangi, działaczy i polskich środków masowego przekazu, w tym TV "Polonia" świadczy, że ta antykonstytucyjna i organizowana jako na wpół prywatna pomoc, dziś wyraźnie koliduje z duchem współczesnej wspólnej Europy, budowanej na fundamentach demokracji i prawa. Możemy tylko ubolewać, iż te nieprawne działania wobec polskiej mniejszości narodowej, wyraźnie kolidujące z ogólnie przyznanymi prawami człowieka i obywatela zataczają coraz szersze kręgi. Doszło jak dotychczas do bezprecedensowego przypadku, kiedy to przed kilkoma miesiącami na takim zebraniu, gdzie dokonywano publicznej rozprawy i szelmowania obywateli Litwy - Polaków, nie popierających działań, skierowanych na ograniczanie praw polskiej mniejszości narodowej, pod płaszczykiem walki o polskość, wziął bezpośredni udział nawet marszałek Senatu RP Borusewicz, który ze względu na piastowane stanowisko nie mógł nie znać treści referatu i nie wiedzieć czemu jest poświęcone zebranie, w którym uczestniczył w czasie wizyty na Litwie.

Mimo że poniższa uwaga nie dotyczy treści obecnej konferencji, tym niemniej warto zauważyć, iż polscy politycy formalnie uznając granice Litwy, faktycznie demonstracyjnie zachowują się na Litwie, jakby tych ustaleń nie było, a ludność polską traktują przedmiotowo do doraźnych celów politycznych. W wyniku prowokuje to niechęci społeczne wobec Polaków na Litwie ze strony litewskiej większości, co wpływa i na możliwość nieformalnego ograniczania praw polskiej mniejszości narodowej.

Warto też z tej okazji zaznaczyć oczywisty fakt, że w wyniku zmiany granic Polska utraciła na Wschodzie tereny, na których przed wojną mieszkało 12 mln jej obywateli. Mimo wojennych zniszczeń i kilku etapów ewakuacji ludności polskiej do Polski zostało tu co najmniej kilka milionów obywateli, z którymi Polska dotychczas swoich stosunków w odróżnieniu od trzech krajów bałtyckich, w tym Litwy, nie zechciała uregulować. Widocznie to też wpływa na sytuację, że Polacy na Litwie są traktowani przez polskich polityków i działaczy nieodpowiedzialnie jako część rzekomo gorszych obywateli Polski, nie licząc się z tym, że są to osoby, które już się określiły jako obywatele Litwy.

Nieuregulowane stosunki, niekonstytucyjna, niezgodna z prawem, nieprzejrzysta, nieprzemyślana i niekonsultowana ze środowiskiem "pomoc", organizowanie nagonek i prześladowań wobec inaczej myślących osób poprzez opłacane przez Polskę na Litwie środki masowego przekazu i TV "Polonia" oraz inne sposoby nacisków i wpływów stanowią nieformalne, ale realne i znaczące ograniczenie praw i możliwości Polaków na Litwie, hamując rozwój polskiej społeczności na Litwie i ustawiając ją w dodatkowo trudniejszej sytuacji, niż litewskie środowisko większościowe.

Dziś szczególne zagrożenie dla przyszłości Polaków na Litwie stanowi sytuacja, kiedy poprzez warszawską "Wspólnotę" została wyłoniona i wyeksponowana szczególnie agresywna grupa Polaków na Litwie, rzekomo jedyni reprezentanci ludności polskiej, inicjujący większe i mniejsze konflikty, kształtując w świadomości kolejnych pokoleń litewskiej większości negatywny obraz Polaka ze wszystkimi stąd wypływającymi skutkami. W sytuacji, gdy jako wzór polskości stawiane są właśnie takie osoby, w wielu przypadkach przybyłe czy przysłane spoza Litwy, nie mające powiązań z polską kulturą i tradycją, zauważa się nabierające tempa tendencje oddalania się od środowiska polskiego osób twórczych, myślących oraz tych, którzy nie chcąc się utożsamiać z tą zamknięta, agresywną grupą, decydują się na przejście na kulturę litewską. I jest to naszym zdaniem dziś największe zagrożenie dla polskiej mniejszości narodowej na Litwie w sensie jej przyśpieszonej asymilacji.

Mówiąc o interwencji w środowisko Polaków na Litwie, przy tym w sposób niezgodny z własną Konstytucją, i innych wypaczeniach przy niesieniu tzw. pomocy, która nosi wyraźnie odmienne od propagowanych skutki, pragniemy jedynie upublicznić to, o czym od dawna się mówi w czasie nieformalnych spotkań środowiskowych w większych i mniejszych grupach.

Będąc przy temacie nie sposób nie odnotować, iż Litwa i jej elity polityczne, mówiąc o budowie obywatelskiego państwa prawa, raczej budują państwo narodowe, co zresztą wśród krajów, które wybiły się na niepodległość z tzw. obozu socjalistycznego jest raczej prawidłem, niż wyjątkiem. Stąd wynikają niewygody bycia członkiem mniejszości narodowej, stąd pojawiają się takie zmiany ustawodawstwa, jakich dokonano w wyjątkowo ważnej ustawie - Ustawie o obywatelstwie Litwy we wrześniu 2002 roku, zgodnie z którą obywatele dzielą się na dwie grupy - większą litewskiego pochodzenia z pełnym zakresem praw i nielitewskiego - z ograniczonym zakresem praw. Funkcjonowanie takiej ustawy niezgodnej z Konstytucją Litwy, przy jednoczesnym propagowaniu potrzeby integracji środowisk mniejszościowych w państwie, nie tylko osiąga raczej odmienny od propagowanego cel, ale też formuje podwójną moralność albo pojęcie, iż prawo i ogólnie pojmowane zasady moralne nie muszą być ze sobą w zgodzie. Dziś, gdy jesteśmy pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej, istnienie takich prawnych wyłączności dla jednych obywateli, w zależności od pochodzenia narodowego, ze szkodą dla innych, w warunkach Litwy jest niczym nieuzasadnione. Niestety, w warunkach Litwy, kiedy obywatel w przypadku naruszonego prawa nie może zwracać się do Sądu Konstytucyjnego, a instytucja prezydenta, która jest gwarantem przestrzegania Konstytucji, na propozycje i petycje przedstawicieli mniejszości narodowych nie ma zwyczaju dawać odpowiedzi - nasza chęć dokonania zmian nie może jeszcze być skuteczna.

Innym realnym naruszeniem praw polskiej mniejszości narodowej z dalekosiężnymi skutkami jest cały system prawny związany ze zwrotem ziemi i mienia, zagrabionego przez sowieckie władze okupacyjne. Mimo że ustawodawstwo nie wymienia i nie zawiera terminów narodowościowych, tym niemniej, gdy masowe przenoszenie nieruchomości z innych części Litwy dokonywało się i dokonuje się na teren historycznego zwartego zamieszkania ludności polskiej ze szkodą dla tam mieszkających Polaków - jest to realne dyskryminacyjne ustawodawstwo, które poczyniło ogromne szkody materialne i moralne, sprzyjające również budowaniu negatywnego obrazu Litwinów w oczach tamtejszego Polaka, jako osób, korzystających z przychylności władz zagrabiających z wielkim trudem nabyte przez minione pokolenia mienie. W tym procesie można znaleźć praktycznie cały bukiet naruszeń prawa, które w państwie prawa są nie do pomyślenia - a więc przemieszczanie nieruchomości, formowanie ustawodawstwa na zamówienie zainteresowanych grup polityków i urzędników, masowe fakty korupcji, poniewieranie godności ludzkiej i prawa obywateli do otrzymania odpowiedzi i rozwiązanie problemu w realnie dopuszczalnym i logicznym terminie itp., itd.

Realną przeszkodą dla tych masowych naruszeń prawa mogły stać się funkcjonujące na tym terenie instytucje samorządowe, przedstawiające interesy miejscowej ludności i nadzielone zestawem praw. Szczególnie od roku 1998, kiedy wszystkie projekty, związane z reformą rolną są realizowane w uzgodnieniu z samorządami. Niestety, działacze Akcji Wyborczej Polaków na Litwie mający władzę w tym rejonie i wpływ na zwrot ziemi umiejętnie manipulując hasłami narodowymi nie tylko nie wywiązali się z prawnego obowiązku władzy, a wręcz odwrotnie, sami uczestniczyli tymi samymi skorumpowanymi metodami w zaborze ziemi, dla odwrócenia uwagi co i raz serwując dla zdezorientowanej ludności polityczne oświadczenia czy akcje protestu.

W podobny sposób dla przykładu był nagłaśniany problem rzekomo braku środków na podręczniki dla szkół z polskim językiem nauczania przy milionowych nadwyżkach w budżecie podwileńskiego samorządu, rządzonego przez osoby deklarujące swą polską narodowość, a wydające te nadwyżki na przekupywanie wyborców i inne propagandowe przedsięwzięcia.

Powszechnie od wielu lat nagłaśniany problem pisowni imion i nazwisk Polaków na Litwie. W roku 1991 Polska Frakcja w Sejmie Republiki Litewskiej, w uzgodnieniu z litewską większością, zainicjowała i doprowadziła do uchwalenia stosownej ustawy, pozwalającej Polakom wbrew litewskiej gramatyce używać własnych imion i nazwisk bez litewskich końcówek. Niestety, po podpisaniu przez Litwę i Polskę międzypaństwowego Traktatu sposób rozwiązania tej kwestii winien być zaakceptowany przez Polskę, co zaprowadziło sprawę w ślepy zaułek. Ciekawe, że różne propozycje zmierzające do rozwiązania problemu, w tym zadawalające Polaków na Litwie, bez konsultacji z nimi, były przez Warszawę odrzucane, przeciągając bezpłodne dyskusje już ponad 12 lat. Jest to właśnie taki typowy wzór "opieki" - o nas, bez nas i nie bardzo wiadomo w czyim interesie, tworząc jedynie dla grupy polityków możliwość wykazywania się przed społeczeństwem rzekomą działalnością na rzecz Polaków na Wschodzie.

Te i inne przykłady, które można mnożyć i mnożyć, naszym zdaniem świadczą, że w nowych warunkach bycia Litwy i Polski w składzie Unii Europejskiej powinny nastąpić zdecydowane zmiany w stosunku do polskiej mniejszości narodowej, przede wszystkim mając na uwadze, że Polacy na Litwie są obywatelami tego państwa i mają prawo od Litwy właśnie oczekiwać ochrony prawnej i należnej pomocy. Można też mieć nadzieję, iż nastąpią również zmiany w Polsce, a współpraca z Polakami na Wschodzie będzie budowana na konstytucyjnej podstawie, w sposób czytelny i przejrzysty. Tego wymaga czas, bowiem bylejakość działania i ich pozaprawny charakter negatywnie rzutują na losy i przyszłość polskiej społeczności na Wschodzie, która po stuleciu nieustannych zmian władzy, wojnach, prześladowaniach, wywózkach jak najbardziej zasługuje na szacunek, na ochronę prawną, na życie w spokoju i dostatku w warunkach demokracji.

Nasz Czas 17/2006 (691)