Koncert Aliansu w Wilnie

"Darom" raz jeszcze

Maryla Rodowicz, Elektryczne Gitary, Czerwone Gitary - w ciągu ostatnich kilku miesięcy mieliśmy w Wilnie prawdziwy desant gwiazd polskiej estrady. Jednak obok znanych nazwisk do Wilna przyjeżdżają też wykonawcy mniej znani, ale nie mniej interesujący. Jednym z takich zespołów jest Alians, który 28 października br. zagrał w wileńskim klubie "Intro". Nie jest to może zespół tak znany jak wyżej wymienieni, ale ma status gwiazdy polskiej sceny alternatywnej.

Alians powstał w 1990 roku w Pile. Zadebiutował wydanym własnym sumptem w roku założenia singlem "Sami wobec siebie", występował u boku legendarnej amerykańskiej kapeli Fugazi, kanadyjskiej NoMeansNo, angielskiego The Ukrainians i fińskiego Hitmen 3, poprzedzał Chumbawambę, koncertował w Czechach, jak również odbył kilka tras po Europie Zachodniej (Niemcy, Belgia, Francja, Holandia, Szwajcaria). Pierwszy album grupy - "Mega Yoga" - wyszedł w roku 1992 w wersji kasetowej nakładem TH Records, czyli firmy utworzonej przez samych członków Aliansu. Znacznie lepiej od "Mega Yoga" zabrzmiało "Gavroche" (1994) - mogące uchodzić za kwintesencje stylu Alians. Przeważały tu krótkie, dynamiczne, a przy tym niekiedy melodyjne utwory punkowe, z domieszką folku, reggae ("Zosia na wrotkach", "Bomby domowej roboty") i ska. Ponadto zwracały uwagę anarchizujące i lewicujące teksty, w których znalazła się krytyka głupoty, przemocy i interesowności. W drugiej połowie 1996 zespół przedstawił trzeci, bardzo efektownie wydany album pt. "Cała anarchia mieści się w uliczniku", zaś wydane w 2000 roku "Równe Prawa" pokazały pełnię możliwości grupy. To jej najdojrzalsze i najlepsze dzieło. "Równe prawa" uwidoczniły, że dla Aliansu coraz większe znaczenie mają reggae (m.in. "Anemico", przeróbki piosenek Petera Tosha "Leave my business" i "Equal rights" oraz The Clash "White Man in Hammersmith Palace") tudzież ska (m.in. świetny utwór "Partida" czy prawdziwa ozdoba płyty "Nic do stracenia").

Muzykę Aliansu trudno jest jednoznacznie zaszufladkować. Jest to melodyjna i skoczna mieszanka reggae, ska, folku i punku. Jako jedni z pierwszych w Polsce w swej muzyce członkowie Aliansu zaczęli wykorzystywać akordeon. Jednak podczas wileńskiego koncertu akordeonowych brzmień zabrakło. - Niestety wiosną nasz perkusista miał wypadek samochodowy i musiał zrezygnować z grania w zespole. Dlatego akardeonista przesiadł się za perkusję i tak już zostało. Jeśli znajdziemy godną mu zamianę, to być może powrócimy do poprzedniego składu, ale jak na razie nic na to nie wskazuje - powiedział "Naszemu Czasowi" Rafał "Kazi" Kasprzak, lider i wokalista Aliansu.

Strona litewska kilkakrotnie składała Aliansowi propozycje zagrania w Wilnie. Latem bieżącego roku zespół miał zagrać na festywalu kultury alternatywnej "Darom (Robimy)", który co roku odbywa się na jednej z farm we wsi Žasinai pod Szyrwintami. Przez kilka dni nieduża farma pod Szyrwintami staje się miejscem, do którego zlatuje się alternatywna młodzież nie tylko z całej Litwy, ale też z pobliskich krajów - Łotwy, Rosji i Polski. Grają zespoły, są pokazywane filmy nakręcone własnym sumptem, prowadzone warsztaty, odbywają się zawody sportowe. Co roku festywal "Darom" gromadzi kilka tysięcy fanów. Alians miał już instalować sprzęt i wejść na scenę, gdy bójka wszczęta przez miejscowych chuliganów oraz późniejsza interwencja policji uniemożliwiły kontynowanie festywalu. Wiele osób, zniechęconych i przestraszonych, nieoczekiwanym wybuchem agresji lokalnej młodzieży, postawiło nawet na imprezzie przysłowiowy krzyżyk. Jednak organizatorzy obiecali publiczności jakoś zrekompensować stratę. I po kilku miesiącach zorganizowali swoistą kontynuację festywalu, zatytułowaną symbolicznie "Dar Darom (Jeszcze Robimy)", w klubie "Intro".

Pierwszych 500 osób weszło na salę bezpłatnie. Pozostali musieli zapłacić 10 litów za wejściówkę. Według wstępnych obliczeń organizatorów na sali znalazło się blisko 700 osób. Co dla litewskiej sceny alternatywnej jest swoistym rekordem. - Frekwencja przeszła wszelkie nasze oczekiwania - dzielił się z nami wrażeniami Domas, jeden z organizatorów koncertu. Na koncercie zagrały także dwa zespoły z Litwy: Poinsettia, która podobnie jak Alians nie zdążyła zagrać na Darom z powodu chuligańskiej zadymy oraz Lagamino turinys..

Gwiazdą wieczoru był jednak Alians. Każdą piosenkę gości z Polski - i te typowo punkowe (np. "Ptasiek", " Zupełnie prosty człowiek"), i niemal latynoską "Guerilla Municipal" czy "Perdida" w rytmie ska, a szczególnie cover The Clash "Guns of Brixton" - publiczność witała z niesamowitym entuzjazmem, nie zważając nawet na bardzo późną godzinę. Koncert rozpoczął się po dwudziestej pierwszej, Alians natomiast wszedł na scenę kilkanaście minut przed dwudziestą trzecią. Las rąk rytmicznie drgających i kilkaset osób kołyszących się w takt muzyki, burzliwe oklaski i okrzyki po każdej piosence, próby chóralnego spiewania refrenów...

- Generalnie koncert był fajny. Chętnie przyjechalibyśmy do Wilna raz jeszcze - powiedział nam Kazi. Lider Aliansu żałował jedynie, że po raz kolejny nie zdążył zwiedzić miasta, wstąpić do Ostrej Bramy. Jak się okazało jest to podstawowy mankament grania w kapeli. Zwiedza się dużo miejsc, ale niczego oprócz hoteli się nie widzi. - Latem szybko przeszliśmy przez starówkę, ale musieliśmy jechać do Szyrwint, więc niewiele zobaczyliśmy. No, ale może kiedyś to naprawimy - powiedział Kazi w rozmowie z "Naszym Czasem".

(ar)

Nasz Czas 18/2006 (692)