…I wypuściłbym na Europę patrole mongolskich opryczników, aby nahajami z byczej skóry, strzegły wolności słowa, i nie dopuszczały przemocy jednego z tych słów nad drugim. Bo nie to wydaje mi się najważniejsze w życiu, jakie kto ma przekonania, a to jedynie - by każdy je mógł swobodnie wypowiadać. Józef Mackiewicz. Gdybym był chanem… Kultura, 1958

List do prezydenta RP Andrzeja Dudy Drukuj
Autor: Ryšard Maceikianec   
Niedziela, 28 stycznia 2018

 

Pan Andrzej Duda, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej

Panie prezydencie,

co i raz w polskich środkach masowego przekazu ukazują się opinie Pana doradców, dotyczące stosunków z naszym krajem ze szczególnym akcentem na polskojęzycznych Litwinów - Litewskich Polaków. W większości niewyważone, nie oparte na faktach i prawdzie, grzeszące brakiem głębszej wiedzy i kultury. 

Tak w lutym roku 2017 Pana doradca Przemysław Żurawski vel Grajewski w publikacjach, które się ukazały w polskiej prasie, stawiał pod wątpliwość aktualne granice europejskie, głosił otwarte pogróżki wobec naszego kraju, zachwalając międzywojenną polską okupację części Litwy.

Z kolei doradca Krzysztof Szczerski w trakcie wizyty na Litwie w sierpniu 2017 roku  w wywiadzie dla tvp. info oświadczył, iż prezydent Polski  odwiedzi Litwę w czasie obchodów 100.lecia odrodzenia państwowości naszego kraju,  ale „[…]oczekuje od Litwy respektowania praw mniejszości narodowych wedle europejskich standardów”  (?!). Natomiast w grudniu ub. r. na łamach „Nowej Konfederacji” wrócił do tematu zaznaczając, iż, jego zdaniem, poprzez intensywność kontaktów polsko – litewskich można znaleźć rozwiązanie problemów Litewskich Polaków (?!), przy okazji wystawiając ocenę stanu zorganizowania się tej grupy obywateli Litwy (?!), która po części używa języka polskiego.

Nie jest sprawą szeregowych obywateli, nie posiadających pełnej informacji, zajmowanie się oceną stosunków międzypaństwowych. Tylko że stała i niekończąca się odmiana naszego imienia – Litewskich Polaków - we wszystkich możliwych przypadkach i przy każdej nadarzającej się okazji - dawno przekroczyła granice przyzwoitości, usilnie narzucając naszym współobywatelom opinię, iż polskojęzyczni Litwini – to wszyscy jak jeden „piąta kolumna” Polski. Dlatego w odpowiedzi na niekończące się dewiacje Pana doradców jeszcze raz jestem zmuszony powtórzyć w ślad za bohaterem powieści „Ogniem i mieczem” Litwinem Longinusem Podbipiętą  - „[…] At, dałbyś waćpan pokój… słuchać hadko!”

Warto też Panu wiedzieć, iż to, co głoszą Pana doradcy – słowa „gorącej i dozgonnej miłości” wobec Litewskich Polaków - już wielokrotnie padały z ust zmieniających polskich polityków i działaczy, podobnie budujących tani kapitał polityczny kosztem naszego imienia i na naszą szkodę, utrudniając naszej grupie językowej integrację obywatelską.

Jeszcze przed ogłoszeniem przez nasz kraj niepodległości dotarła do nas agentura sławetnego Stelmachowskiego, aby ustawiać nas w nieżyczliwej pozycji wobec naszej Ojczyzny, Litwy, aby mącić w środowisku Litewskich Polaków i ich skłócać, a następnie prać pieniądze przy budowie tzw. domów polskich. Przyjeżdżał tu i się alkoholizował A. Kwaśniewski, przy okazji wręczając ordery dla najbardziej agresywnych osobników. Zjawiał się też w Wilnie w trakcie kampanii wyborczej nie zapraszany przez władze kraju D. Tusk, aby w czasie Mszy św. w kościele św. Teresy przy Ostrej Bramie wygłaszać pogróżki zaognienia stosunków z naszym krajem, pod warunkiem niespełnienia wszystkich zachcianek Tuska i Tomaševskiego. Przebywał tu na międzynarodowym spotkaniu kobiet R. Sikorski, demonstracyjnie unikając kontaktów z władzami naszego kraju i strojąc się w szaty „niezłomnego obrońcy” Litewskich Polaków.  Myszkował tu po podwileńskich miejscowościach, łamiąc wszelkie zasady dobrosąsiedztwa, dyplomacji i przyzwoitego zachowania się w obcym kraju B. Komorowski, twierdząc, że całą Litwę ustawi tak, jak tego pragnie zorganizowana grupa działaczy, występująca pod szyldem partii Akcja Wyborcza. Zresztą również za pierwszych rządów PiSu i śp. L. Kaczyńskiego z udziałem ambasad Polski i Rosji wraz z V. Tomaševskim i Č. Okinčicem, gorącym orędownikiem A. Kwaśniewskiego i A. Michnika, został sklecony sojusz z Rosjanami pt. „Вместе мы сила”, w wyniku czego przez wiele lat „reprezentantem” Litewskich Polaków w Wilnie zostawał zawodowy oficer KGB Bałakin.

Panie prezydencie. Ten skrótowy przegląd polskiego „wkładu” w dzieło utrudniania naszego życia dowodzi, iż nie tędy droga. Nie pochodzimy z Polski, nigdy w Polsce nie mieszkaliśmy i nigdy nie byliśmy obywatelami waszego państwa. Natomiast nasza niektóra znajomość języka polskiego, wynikającą z historycznych procesów polonizacyjnych, nie daje Polsce żadnych - ani prawnych, ani moralnych - podstaw do wtrącania się w wewnętrzne sprawy naszego kraju i utrudniania nam życia w celu zdobywania kapitału politycznego naszym kosztem. Jest to amoralne, brzydkie i zakłamane.

Byłoby więc karygodnym błędem, aby również w czasie świętowania jubileuszu wyjątkowego – 100. lecia współczesnej państwowości naszego kraju, z ust Pana padłyby kolejne słowa nieprawdy.

Tu urodziłem się, wyrosłam i przeżyłem kupę lat. Mieszkam i bywam wśród litewskojęzycznych Litwinów  niemal codziennie, a dlatego widzę wszystko na własne oczy. Nigdy nie spotkałem przypadku, aby komuś utrudniano życie bądź kogoś strofowano za publiczne używanie języka nie litewskiego, jako środka komunikowania się i zjawiska ludzkiej kultury. Co innego, gdy język jest używany  jako środek do dezyntegracji społeczeństwa i anty obywatelskiej polonizacji politycznej, podobnie jak w okresie międzywojennej okupacji, czego dowodem jest sławetna Karta Polaka autorstwa PiSu. W tej sytuacji  konstytucyjnym obowiązkiem władz naszego państwa jest podejmowanie kroków, skierowanych przeciwko  osłabianiu części społeczeństwa drogą  cichej dezintegracji i okupacji.

Nikt tu nikogo nie prześladuje i nikt nie łamie przysługujących obywatelom Litwy praw na zasadzie przynależności do tej czy innej grupy językowej za wyjątkiem terenów, gdzie niepodzielnie rządzi sowiecko – kołchozowa nomenklatura pod szyldem Akcji Wyborczej, gorąco zresztą popierana również przez PiS.  Tam rzeczywiście polskojęzyczni Litwini nie mogą w pełni korzystać ze swobody słowa, zrzeszania się i wolnego wyboru. I w tych działaniach, skierowanych na wyizolowanie tej grupy ludności, ze wszystkimi stąd wynikającymi negatywnymi skutkami, ma swój znaczący udział oficjalna Polska.

Panie prezydencie. Warto odnotować, iż niezwykłe niemiłym zjawiskiem w poczynaniach polskich polityków wobec Litewskich Polaków jest rzucające się w oczy od samego początku i do dziś dwulicowość i stosowanie podwójnych standardów. Niestety, w swych poczynaniach nie stanowi wyjątku również PiS, który z jednej strony jakoby walczy z wpływami naszego wschodniego sąsiada, a jednocześnie Litewskim Polakom narzuca jako lidera M. Mackeviča, b. ideowego działacza organów komunistycznej partii – „Czerwonego Sztandaru” i „Советская Литва”, który tuż przed ogłoszeniem przez Litwę niepodległości wiele lat spędził w Moskwie w Akademii Politycznej przy KC KPZR czy też w szkole KGB. Zresztą jest on jedynym posłem w Sejmie RL, który opublikował tyko fragmenty swego życiorysu, pomijając epizod moskiewski. Ale nikt się nie odważy o to jego upomnieć, aby jak to wymaga prawo, opublikował cały swój życiorys w obawie, iż w Polsce będzie rozpętany kolejny jazgot informacyjny o rzekomym prześladowaniu Litewskich Polaków... Podobnie zresztą jest z życiorysami innych „wzorcowych Polaków“.

Zresztą walcząc z moskiewską propagandą Polska nieustannie finansuje byłe sowieckie pisma, które zmieniły tytuły, jak też nowe środki masowego przekazu, w których prosperują działacze z byłego „Czerwonego Sztandaru“, sącząc jad niezgody, budując anty obywatelskie postawy i nastroje.

W wydanych w roku 1990 „Wschodach i zachodach księżyca“ urodzony w Wilnie, a mieszkający w Warszawie śp. pisarz Tadeusz Konwicki następująco oceniał działalność redakcji  „Czerwonego Sztandaru” na rzecz Litewskich Polaków -  „[…]W środku Europy. Na oczach całego świata. W obliczu ONZetu, papieża i Pana Boga. To, co hitlerowcy robili z organizmami biologicznymi więźniów, tu się robi z duszą tego czy owego narodku”.

Za minione lata ci, co postępowali wobec Litewskich Polaków, podobnie jak faszyści  „[...]z organizmami biologicznymi więźniów“ doczekali się, z redaktorem naczelnym włącznie, wysokich polskich odznaczeń państwowych za „krzewienie polskości“. A przecież to oni z udziałem sowieckich służb, poprzez łamy „Czerwonego Sztandaru“ wypromowali w przeddzień ogłoszenia przez Litwę niepodległości pseudo teorię o pochodzeniu i potrzebach polskojęzycznych Litwinów, która do dziś niezmiennie bytuje również wśród zmieniających się rządzących ekip politycznych Polski.

Jak wynika z publicznych wypowiedzi, Pana doradcy również nie stanowią wyjątku, a dlatego te czy inne słowa, użyte przez nich w ramach tej samej sowieckiej pseudo teorii, tylko jeszcze bardziej dewaluują hasło dobrej woli i chęci budowania dobrosąsiedzkiej partnerskiej współpracy Polski z Litwą i innymi narodami, zamieszkującymi terytorium historycznego Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Panie prezydencie, zbliżające się obchody stulecia odrodzenia państwowości Litwy, a nieco później również Polski, stanowią wyjątkową okazję do zapoczątkowania nowej polityki regionalnej i nowych stosunków z naszym krajem oraz krajami na terytorium historycznego WKL.

Mając również na uwadze ofiarną obronę waszego kraju przez narody Wielkiego Księstwa Litewskiego, zwycięską bitwę pod Grunwaldem pod kierunkiem Litwinów Jagiełły i Witolda Wielkiego poczynając i ochronę Polski przez wieki ze wschodu.  Jak też wyjątkowe krzywdy doznane przez te narody w okresie międzywojennym ze strony Polski poprzez okupację części naszego kraju z historyczną stolicą, Wilnem, włącznie, tym samym uniemożliwiając powołanie koalicji w przeddzień drugiej wojny światowej, prześladowanie Litwinów za przywiązanie do własnego języka, tradycji i kultury połączone z wtrącaniem do więzień i obozu koncentracyjnego w Brezie Kartuskiej. Rozdarcia wespół z bolszewikami Białorusi i Ukrainy sławetnym Traktatem Ryskim, niedopuszczenie do budowania przez Białorusinów i Ukraińców własnej państwowości, nękania ich pacyfikacjami, bezczeszczeniem i burzeniem białoruskich i ukraińskich świątyń. Tak, dla przykładu, tylko latem 1937 roku z poparcia polskich władz spalono na Białorusi ponad sto cerkwi, a w ramach drugiej pacyfikacji przeprowadzonej przez polskie władze w roku 1938 roku przeciw prawosławnej ludności ukraińskiej zburzono 127 cerkwi prawosławnych na Ukrainie, a w co najmniej kilkunastu przypadkach wystąpiło również bezczeszczenie świątyń. W ramach tych akcji represjonowano duchownych prawosławnych, a prawosławnych wiernych zmuszano do zmiany wyznania na rzymskokatolickie.

Dlatego szczególnie obecnie, ze względu na wagę uroczystości, jest potrzeba powiedzenia przez Pana prawdy, przyznania się do winy i dokonania uroczystego aktu przeprosin. Podobnie jak to zrobił w roku 2009 śp. Lech Kaczyński kiedy to w obecności 20 przywódców państw, w tym Niemiec i Rosji, w dniu 1 września na Westerplatte przeprosił Czechy za współudział w rozbiorze tego państwa drogą zajęcie przez Polskę Zaolzia w roku 1938 jednocześnie z okupacją Czech przez Niemcy hitlerowskie.

Inna rzecz, że Litwini, jako naród stary i doświadczony i przez wieki żyjący w symbiozie z przyrodą, a jak  można sądzić z wyników naukowych badań jednej z czołowych uczelni Wielkiej Brytanii - Uniwersytetu w Nottingham, opublikowanych w marcu 2016 roku w naukowym piśmie „Nature” - należący do  najbardziej uczciwych ludzi na świecie, są w zasadzie pozbawieni uczucia pychy i nie uprawiają czczej propagandy jak własnych zasług wobec świata, tak i doznanych krzywd.

Uznając wszystkich rozsądnych ludzi za równych sobie, Litwini uważają, iż powinni oni sami dość do analogicznych wniosków, w tym też w dziele  naprawiania krzywd, a dlatego na pewno nie będą Polskę ponaglać czy upominać.

Polska powinna to zrobić sama, z własnej inicjatywy, początkując nowe stulecie partnerskich stosunków w naszym regionie, na których nie będą ciążyły demony przeszłości, nienaprawione krzywdy i nieprawda.

Tym nie mniej Litwini, Białorusini, Ukraińcy i Łotysze, jak i inne narody, nie są pozbawione pamięci historycznej.  A dlatego uwielbianie Piłsudskiego w Polsce, niekończące się polityczne demonstracje przy grobie z sercem Piłsudzkiego na wileńskiej Rossie, jak też gloryfikacja Lenina i Stalina w Rosji – tych co przed stu laty wspólnie dokonywali gwałtów na narodach Litwy, Białorusi i Ukrainy, zastanawiają i budzą uzasadniony niepokój.  Tym bardziej w warunkach, gdy ze strony Polski i Rosji nadal nie milkną propagandowe wypady wobec państw i narodów - spadkobierców Wielkiego Księstwa Litewskiego,

Dlatego więc jest szczególna potrzeba dokonania rozliczeń z przeszłością, aby nigdy więcej te narody nie obawiały sie ze strony Polski aktów agresji i okupacji.  Używając słów Jana Pawła II – tylko  prawda wyzwoli Polskę i pozwoli budować inne, właściwe dla wieku XXI  stosunki  z Litwą i ww. krajami. Szum informacyjny i wyszukiwanie na siłę win u współczesnych Litwinów, Białorusinów czy Ukraińców nigdy nie zwolni Polski z obowiązku dokonania publicznego aktu skruchy za wyrządzone krzywdy.

Taki akt pozwoliłby też na nowo spojrzeć na interpretację historii Polski, która w ocenie  Jerzego Giedroycia  „[…] historia Polski jest jedną z najbardziej zakłamanych historii jakie znam".

A nieodpowiadająca prawdzie i rzeczywistości interpretacja polskich dziejów jest niezwykle uciążliwa również dla narodów sąsiednich, rodząc nieporozumienia, brak zaufania i niepotrzebne spory.

***

Wywodzący się spod Mińska świadek międzywojennych wydarzeń znany pisarz Michał Kryspin Pawlikowski tak oto ocenił zdradę J. Piłsudskiego i piłsudczyków wobec mieszkańców obecnej Białorusi w postaci dobrowolnego i niewymuszonego przekazania w październiku roku 1920 bolszewickim oprawcom Mińska oraz przyległych terenów z tam mieszkającą  ludnością w celu ratowania reżimu bolszewickiego przed niechybnym upadkiem, w związku z czym spadkobiercy Wielkiego Księstwa Litewskiego jako pierwsi wypełnili leninowskie obozy śmierci, na których później wzorował się Hitler.

„[…] Dobrowolnie zrzekliśmy się spuścizny jagiellońskiej. Dobrowolnie oddaliśmy wrogowi wschodniemu ćwierć miliona kilometrów kwadratowych ziemi i kilka milionów mieszkańców.

[…] I tak - w nawiasie - czy pomyśleliśmy o tej dzielnej, twardej, pracowitej szlachcie zagrodowej i zaściankowej (…), którzy w pierwszej kolejce poszli pod nóż, lub na tułaczkę do tundr Karelii lub kopalń Uralu? Bez echa i rozgłosu, bez rozdzierania szat przez obłudną prasę, bez łezek współczucia ze strony różnych obrońców praw człowieka, bez opieki UNRRy czy UNO powędrowały setki tysięcy tych pierwszych w dziejach współczesnego świata „displaced persons” na śmierć i poniewierkę. Opustoszały zagrody, zaścianki i „okolice” - zrównane z ziemią lub zmienione w kołchozy.

[…] Gdy pod zaborem pruskim na zachodzie jedno dziecko polskie zmuszano do modlitwy lub nauki w języku niemieckim, zaraz rozpętywano burzę: sypały się protesty, uchwały, interpelacje.

[…] Ale gdy na wschodzie hańbiono świątynie, gdy za mowę polską stawiano „pod ściankę”, gdy setki ludzi wyzutych z mienia i odartych do naga mordowano bestialsko, a setki tysięcy innych, też wyzutych z mienia, wysiedlano na wschód i północ - milczeliśmy. Milczał sejm, milczała prasa, milczeli poczytni pisarze.

Nie jestem mistykiem. A jednak nie mogę oprzeć się myśli, że jest jakaś nić - straszna i czerwona - która łączy traktat ryski z naszą dzisiejszą tragedią. Biegnie ta nić wijąc się fantastycznie, niemal kapryśnie, od mogił pomordowanych, a za życia odartych ze skóry ułanów pod Rohaczewem i Niemirowem do miejsca kaźni pułkownika Mościckiego w borach poleskich, gdzie w trzy lata później wytknięto granicę ryską. Później biegnie ta nić do sali sejmowej, gdzie zagrzmiały z galerii słowa „Kainie Grabski!” Gubi się ta nić na lat dwadzieścia, by później zabłysnąć krwawo nad Katyniem.

[…] Traktat ryski nie był nawet katastrofą, bo katastrofy w dziejach narodu nie można przywiązywać do jakiejś chwili. Był tylko objawem, zapewne najjaskrawszym, choroby toczącej myśl polską. Był objawem atrofii racji stanu. Racji opartej na pewnym minimum moralności politycznej. Był objawem raka dojutrkostwa zbudowanego na fałszywym poczuciu bezpieczeństwa.” Michał K. Pawlikowski. Wojna i sezon”. Wilno, wydawnictwo  „Czas” 2008.

Panie prezydencie, mądrzy ludzie i narody wyciągają wnioski z błędnych decyzji i szkodliwych poczynań, a dlatego kontynuowanie przez Polskę międzywojennej polityki dojutrkostwa w stosunkach z Litwą i innymi krajami w obecnych warunkach w wieku XXI byłoby, naszym zdaniem, błędem niewybaczalnym.

Żywimy więc nadzieję, iż będzie Pan tym pierwszym mężem stanu, który nada ton nowym partnerskim stosunkom między Polską i Litwą oraz krajami historycznego Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Z poważaniem, Ryšard Maceikianec, redaktor Głosu z Litwy, Pogoń.lt

Wilno, 28  stycznia 2018 roku.

PS. List został wysłany pocztą elektroniczną i tradycyjną.

Odpowiedź:

Stanowisko informacyjne CO KPRP  01-28

Potwierdzamy odbiór listu nadesłanego na skrzynkę poczty elektronicznej Prezydenta RP Andrzeja Dudy. Dziękujemy i uprzejmie informujemy, że list został przekazany do rejestracji.

Zapewniamy, iż niezwłocznie zapoznamy się z treścią e-maila. Jednak z uwagi na dużą liczbę korespondencji do Kancelarii Prezydenta RP, odpowiedzi udzielone będą zgodnie z kolejnością wpływania. Prosimy o cierpliwość.

Jednocześnie zachęcamy do korzystania ze strony internetowej Kancelarii Prezydenta RP: www.prezydent.pl, gdzie znajdą Państwo wszelkie informacje dotyczące działań, stanowisk i wypowiedzi Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej oraz członków kierownictwa Kancelarii.

Wiadomość została wygenerowana automatycznie i prosimy na nią nie odpowiadać.