Prawda jest nieznana, i prawdopodobnie, w obecnym stanie rozwoju gatunku ludzkiego, nigdy poznana nie będzie. Natomiast to, co stanowi najwznioślejszą cechę tego gatunku, to przyrodzony pęd do poszukiwania prawdy. Ten pęd świadczy o “uduchowieniu" naszego gatunku, wyrażonym w jego - kulturze, wszelkie zatem warunki zewnętrzne, ustroje państwowe, czy idee, wzbraniające lub tylko ograniczające prawo do poszukiwania prawdy, stają się automatycznie wrogami kultury ludzkiej. Józef Mackiewicz. Gdybym był chanem… Kultura, 1958

Ojczyzna Litwa i rodzina stanowią sens mego życia Drukuj
Autor: Ryšard Maceikianec   
Poniedziałek, 10 grudnia 2018

Panie Valerijus, urodziliście się w Vevisie, dorastaliście w Trokach i Starych Trokach, podobnie jak Witold Wielki. Czy ten fakt wpłynął na Pana dojrzewanie i formowanie credo życia?

Urodziłem się w Vevisie, uczyłem się w miejscowej szkole średniej. Później, gdy zamieszkaliśmy w Trokach, uczyłem się w 2 szkole średniej (obecnie Gimnazjum Witolda Wielkiego). Nauka dawała mi się łatwo,chociaż nie miałem wyraźnych zainteresowań za wyjątkiem muzyki. Bo już w Vevisie   rozpocząłem naukę muzyki. Lubiłem pisać.

Odniosłem zwycięstwo w rejonowym konkursie młodocianych pisarzy i zostałem nagrodzony wyjazdem do Arteku, będącego mekką radzieckich pionierów. Akurat wtedy przebywali tam młodzi uzdolnieni „dziennikarze“ z całego Związku Radzieckiego.

Zazwyczaj letnie wakacje spędzałem  u babci Walerii we wsi Gaj pod Wilnem, skąd pochodzi cała moja rodzina jak ze strony matki tak i ojca, który urodził się w posiadłości w pobliżu wsi Czarnobyle. Albo też we wsiach Piłołówka i Stare Troki, gdzie mieszkały obie moje ciotki, siostry mamy - Janina i Czesława.

Warto odnotować, iż moja mama Aleksandra Pawłowska i dwie jej starsze siostry Janina i Czesława wyszły za mąż za trzech braci Jasiulewiczów – najstarszy brat Zygmunt wziął za mąż najstarszą siostrę Janinę, średni brat Kazimierz ożenił się z siostra Czesławą, a najmłodszy Romuald (mój ojciec) wziął za żonę najmłodszą Aleksandrę.

Dzieciństwo przebiegło w czasach sowieckich. Od klasy 8 mieliśmy zaledwie tylko fakultatyw z historii Litwy. Tym niemniej nawet tego mnie wystarczyło, abym zaczął ciekawić się historią Litwy i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Tym bardziej, iż bezpośrednio stykałem się z zabytkami z okresu WKL.

Zamki trockie, po których od maleństwa łaziłem i bawiłem się (miejsce pracy mojej mamy, inspekcja do spraw niepełnoletnich dzieci, znajdowała się na terytorium zamków, gdzie spędzałem nie mało czasu, oczekując aż mama zakończy pracę); Stare Troki, gdzie na fundamentach starożytnego zamku został wzniesiony neogotycki kościół, jak też pamiętająca znacznie starsze czasy biblioteka (obecnie klasztor żeński), pobudzały moją wyobraźnię odnośnie przeszłości naszych pradziadów, majestatycznej przeszłości Wielkiego Księstwa Litewskiego, których wielkość wyczuwałem w niszczejących murach.

Z ojcem odwiedzaliśmy rodzinne groby w Skorbucianach, gdzie mnie jako dziecko i młodziana zachwycała cudowna przyroda Ziemi Wileńskiej, osiemnastowieczna wiejska kaplica, gdzie modlili się mój pradziadek, dziadek, ojciec i wujowie.

Tym niemniej śmiem twierdzić, iż właśnie Vievis na zawsze ustalił bieg mego życia z tego powodu, iż tam nie było szkoły z polskim językiem nauczania. Były natomiast szkoły z litewskim i rosyjskim językiem nauczania. Ponieważ szkoła z rosyjskim językiem nauczania była licha (w tym czasie Rosjan w Vevisie było bardzo mało), mama moja, nie bacząc na cichy protest ojca, postanowiła posłać nas z bratem do szkoły litewskiej. Fakt ten wzbudził niezadowolenie w rodzinie, ale w decydującym stopniu wpłynął na to, iż staliśmy się prawdziwymi i udanymi patriotami Litwy.

Jest Pan pomysłowym przedsiębiorcą, konsekwentnie i bez reklamy upowszechniacie w społeczeństwie kulturę muzyczną, ciekawicie się poważną literaturą... Skąd takie zainteresowanie?

Trudno powiedzieć, zapewne od Boga...A tak widocznie tą żyłkę mam po ojcu mamy, dziadku Antonim, który był nauczycielem, pięknie śpiewał, dużo czytał, był człowiekiem o delikatnym i czułym poetyckim sercu. Niestety zmarł zanim się urodziłem. Kiedy miałem 10 lat zacząłem również ciekawić się muzyką. Jeszcze w Vevisie w szafie ojca znalazłem dużo magnetofonowych taśm, zawierających różnorodną, w tym muzykę zagranicznych wykonawców w stylu pop i rock. Nigdy nie zapomnę, jak wielkie wrażenie zrobiło na mnie nagranie brytyjskiej grupy „Sweet” (skąd ojciec mógł to mieć?), jak również „Boney M”, „Police” i t.d. Dużo nagrań zawierało muzykę rosyjską i w szczególności pieśni Wysockiego, ale ta muzyka mnie czemuś nie wzruszała.

Gdy przenieśliśmy się do Trok już jako czternastolatek  zainteresowałem się literaturą, historią i filozofią. Zacząłem czytać poważne książki „dla dorosłych” (Hermanna Hessa, Thomasa Manna, Franca Kafkę, Marcela Prousta, jak też literaturę dotyczącą historii i filozofii – Michela de Montaigne, Marka Aureliusza, Dekarta, Platona, Senekę, Plutarcha i innych).

Tutaj w Trockiej szkole muzycznej kontynuowałem naukę, coraz bardziej odczuwając, że muzyka, a szczególnie z okresu Baroku – Bach, Hendel, Vivaldi – znaczy dla mnie bardzo dużo. Nie opuściłem więc żadnego koncertu zespołu „Musica Humana”, prezentującego na zamku w Trokach muzykę dawną. Mama, nie rzadko przychodząc budzić mnie z rana, znajdowała w moim pokoju grające radio, które mnie, słuchającego klasycznej muzyki barokowej, usypiło...

Skąd ten pociąg do odległej przeszłości – dla mnie samego pozostaje tajemnicą. Może po prostu czuję, iż przed stulecia wszystko było prawdziwe, proste, bardziej serdeczne, piękne i ...sprawiedliwsze.

Gdy w klasie jedenastej trzeba było się określić odnośnie zawodu be zwątpienia wybrałem język niemiecki i literaturę na Uniwersytecie Wileńskim, który ukończyłem w roku 1993 (po ukończeniu pierwszego kursu byłem powołany na dwa lata do wojska sowieckiego). Po kilku latach również na Uniwersytecie Wileńskim ukończyłem studia prawnicze.

Od chwili podjęcia pracy pracowałem w niemieckich przedsiębiorstwach, później przez wiele lat byłem przedstawicielem krajowej agencji gospodarczego rozwoju w Hamburgu (Lietuvos ekonomikos plėtros agentūra, LEPA). Gdy z tęsknoty za krajem, rodziną i przyjaciółmi wróciłem z własnej woli na Litwę, kontynuowałem pracę na stanowisku prawnika LEPA.

Tak na prawdę własnej przedsiębiorczości, w pełnym tego słowa znaczeniu, nie uprawiałem, chociaż w ostatnio coraz częściej zastanawiam się odnośnie własnego biznesu jako żródła na życie, realizując jednocześnie idee twórcze, dotyczące muzyki i literatury.

Dziś po latach mogę z pewnością stwierdzić, iż stopnie magisterskie z języka niemieckiego i prawa stanowiły dla mnie symbiozą sukcesu.

Co budzi Pana niepokój w rozwoju gospodarczym naszego kraju?

Nierówność. W ciągu 30 lat Litwa nie stworzyła państwa stwarzającego dobre warunki do życia. Podział społeczeństwa ogromny. Bieda i przepych biją w oczy (np.: w Berlinie, Hamburgu, Mediolanie lub Paryżu nie widziałem tak dużo luksusowych samochodów jak w Wilnie). Bezkarność kwitnie, państwo nie potrafiło lub nie chciało dotychczas stworzyć mechanizmów zapewniających co najmniej jednakowy oraz równomierny rozwój społeczeństwa. Dominuje nieposkromiony kapitalizm, w dużej mierze przemieszany z liberalizmem. Przepisy prawa są kupowane, grupy przedsiębiorców wywierają absolutny wpływ na polityków, inwestycje zagraniczne przez dłuższy czas były blokowane. Arvydas Šliogeris niegdyś powiedział, że problem Litwy polega na tym, że przeszła ona z feudalizmu do rozwiniętego kapitalizmu, jednak świadomość ludzi jest wciąż przytłumiona zarówno feudalizmem, jak również sowietyzmem. Dla celów niejasnych dla społeczeństwa (jednak w sposób oczywisty związanych z rzeczami materialnymi - finansowymi) w ofierze są składane wartości duchowe i kulturowe. Oświata oraz kultura nigdy nie były priorytetem, co więcej, przyczyny niezwiązane z gospodarką – lub nie w pierwszej kolejności – moim zdaniem, przede wszystkim powodują emigrację oraz deprecjację naszego państwa. Rozwój gospodarczy naszego kraju hamuje również brak moralności w polityce oraz przedsiębiorczości. Dotychczas wszystko odbywało się według wzoru: przedsiębiorczość wspiera politykę, polityka wspiera przedsiębiorczość i nie zapobiega wynaturzeniom  konkurencji lub jej braku. Dopóki brak jest w naszym społeczeństwie imperatywu moralnego, którego oczekujemy wcześniej czy później, ponieważ pomimo wszystko – oraz dzięki Bogu – powoli, jednak zdecydowanie poruszamy się w kierunku zachodu, podział społeczeństwa oraz bieda pozostanie w naszym społeczeństwie bez względu na wzrost gospodarczy.

Jakie znaczenie ma dla Pana muzyka oraz udział w działalności zespołu?

Muzyka jest dla mnie wszystkim. Jest ona sercem mojego życia oraz wielką miłością (po mojej żonie i córkach, oczywiście). Ona podnosi mnie na duchu, pociesza. Znaczną część swojego czasu wolnego poświęcam muzyce – zarówno grze na instrumencie muzycznym, jak również słuchaniu muzyki oraz studiowaniu literatury muzycznej. 8 lat temu z przyjacielem założyłem zespół ArcadiaConsort, który miał wiele występów w kraju. Gramy jedynie starą muzykę, najwięcej uwagi poświęcając viola da gamba muzyce. W danej chwili dużo gram oraz sporo utworów nagrywam sam, jedynie muzykę dla viola da gamby. W 2019 r. planuję sporo koncertów solowych oraz koncertów kameralnych w kościele w Sugintach oraz kaplicy w Skorbucianach. Przez 10 lat uczę się gry na viola da gambie oraz niniejsze doświadczenie, jak dziwnie by to nie wyglądało, jest najważniejsze w moim życiu, ponieważ przenosi w inny, o wiele piękniejszy świat muzyki, sensu twórczego oraz samorealizacji, a także pozwala na odtworzenie minionych epok oraz komunikację z geniuszami przeszłości.

W Wilnie nie spotkałem człowieka, który byłby tak głęboko zainteresowany oraz rozumiał twórczość Józefa Mackiewicza, której znaczenie należy na nowo ocenić zwłaszcza w przypadku zagubienia się w walce z przeszłością komunistyczną, stosując metody, a nawet ludzi tego układu. Skąd to zainteresowanie autorem „Zwycięstwa prowokacji”?

W wieku 13 lat rozmawialiśmy z babcią Walerią o ,,życiu”. Ona jakoś powiedziała, że dawniej były lepsze warunki do życia. Zapytałem, kiedy były lepsze? Odpowiedziała, że przed przyjściem bolszewików. Będąc wtedy pionierem nawet otworzyłem usta – nie może być! Przecież w Związku Radzieckim są najlepsze warunki do życia, wszyscy są szczęśliwi, a poza tym złych wykorzystujących kapitalistów tu nie ma. Dyskusja potoczyła się w stronę drugiej wojny światowej, wówczas babcia oświadczyła, że sowieci byli rabusiami, gwałcicielami, zaś Niemcy – uprzejmi oraz zawsze płacili za jedzenie, które brali. Ponadto jeden Niemiec częstował moją mamę, która wtedy byłą w wieku dwóch lat, czekoladą, oraz nosił na ramionach po wsi Gaj… Dla mnie. przyszłego komsomolca, takie opowiadania były szokujące. To był mój pierwszy, prawdopodobnie istotny, kontakt z erozją w ideologii radzieckiej. Kulminacją niniejszej erozji po wielu latach stała się twórczość J. Mackiewicza. Nie pamiętam swojego pierwszego kontaktu z nią, wiem tylko, że tytuł pierwszej przeczytanej powieści brzmiał „Droga donikąd”, którą przeczytałem na stronie internetowej pogon.lt (nie pamiętam, jak na nią się dostałem). Wartość historyczna i twórcza tak mnie zafascynowała, że zacząłem się ciekawić całą twórczością J. Mackiewicza. Przeczytałem jedną po drugiej powieści pt. „Nie trzeba głośno mówić”, „Kontra”, „Lewa wolna”, „Karierowicz”, książki „Zwycięstwo prowokacji”, „Prawda w oczy nie kole” i inne. Niniejsza literatura otworzyła mi oczy. Zupełnie inaczej spojrzałem w przeszłość, a nawet w przyszłość. Zwłaszcza „Nie trzeba głośno mówić” zmusiła mnie do przemyślenia historii XX w.  Zupełnie pod innym kątem spojrzałem nie tylko na historię Litwy czy Europy, lecz również na procesy zachodzące w danej chwili, zacząłem dostrzegać wiele analogii w historii. J. Mackiewicz został moich najulubieńszym pisarzem. Po nabyciu 26 tomów jego dzieł zacząłem studiować inną stronę jego twórczości – opowieści, eseje, publicystykę, listy, itd. Jednym z najbardziej fundamentalnych dzieł J. Mackiewicza, aktualnych nawet w dobie obecnej, które powinno być przeczytane nie tylko przez polityków i dziennikarzy, lecz również przez wszystkich ludzi wykształconych na Litwie i nawet za granicą, jest jego analityczne studium o komunizmie pt. „Zwycięstwo prowokacji”. Zaproponowałem wydanie niniejszej książki kilku litewskim wydawnictwom, jednak żadne z nich nie wykazało zainteresowania. A więc, po uzyskaniu zgody posiadacza praw autorskich Mackiewicza, podjąłem się samodzielnego tłumaczenia niniejszej książki oraz mam nadzieję, że po półtora roku – dwóch latach dokonam jej wydania. J. Mackiewicz zmusił mnie również do poznania innych znanych oraz niezwykle ciekawych pisarzy Ziemi Wilenskiej – Mikołaja Pawlikowskiego, Karola Wędziagolskiego i in.

Większość polskojęzycznych Litwinów w Pana wieku nazywanych Polakami zwykle działa w zorganizowanych grupach lub pod sztandarem Akcji Wyborczej lub organizacji wspierających niniejszą partię. Dlaczego Pana w nich nigdy nie było i nie ma?

Zawsze uważałem, że jestem Litwinem w znaczeniu opisywanym przez Stanisława Mackiewicza (coś pośredniego pomiędzy drugim a czwartym typem litewskości). Nie mógłbym siebie nazwać polskojęzycznym Litwinem, ponieważ pomimo tego, że dobrze mówię po polsku, moim językiem ojczystym jest litewski (dziękuję moim rodzicom i losowi). W ostatnich klasach szkoły średniej interesowałem się wszystkim, co polskie – muzyką, historią, sztuką. Aktywnie doskonaliłem swój język polski czytając klasycznych autorów literatury polskiej – A. Mickiewicza, J. Kraszewskiego, S. Żeromskiego, B. Prusa, J. Słowackiego, C.K. Norwida, innych polskich autorów. Matkę prosiłem, aby mówiła do mnie w domu po polsku. Ponadto korespondowałem z przyjaciółmi z Polski (z jednym z nich, pisarzem katolickim oraz dziennikarzem Adamem Hlebowiczem obcuję do dziś). W tamtych czasach wierzyłem, że Polacy na Litwie i w Polsce są jednym narodem oraz bardzo pragnąłem być ,,prawdziwym” Polakiem. Swoją polskość przemyślałem po założeniu litewskiego ruchu niepodległościowego Sąjūdis oraz w późniejszym okresie. Pomimo że w tamtych czasach nie mogłem uzasadnić, jednak zacząłem myśleć, że Polska i Litwa (WKL) pomimo że ma ogromną wspólną historię, były odrębnymi państwami pod względem ilościowym i jakościowym. Przede wszystkim to były dwa odrębne narody, które pod względem językowym upodobniły się od XVI dzięki językowi polskiemu, jednak Polakiem mógł być tylko Polak (prawdziwy lub spolonizowany), zaś Litwinem – zarówno Litwin, jak i Białorusin, Ukrainiec, a nawet Rosjanin (drugi typ Litwina według S. Mackiewicza).

Akcja Wyborcza oraz organizacje wspierające niniejszą partię nigdy mnie nie interesowały oraz nie będą interesowały, ponieważ opierają się na postulacie utożsamiającym Polaków z Litwy z Polakami z Polski. Niniejszy postulat stanowi odchylenie od obiektywnej prawdy, kłamstwo oraz oszukiwanie miejscowych Polaków dążąc do osiągnięcia osobistych korzyści. Zarówno V. Tomaševski jak i jego stronnicy wykorzystują Polaków do swoich celów materialnych lub ewentualnie innych, jednak w rzeczywistości nie dbają o dobro Polaków zamieszkujących tereny okolic wokół Wilna: spójrzmy na różnice pomiędzy litewskim  Wilnem a rejonem wileńskim – są to dwa różne światy. Nie mogę wspierać, co więcej, uczestniczyć w działalności partii, której celem jest zniszczenie Litewskich Polaków jako obywateli Litwy – ich oszukanie i okradzenie, przekonanie, że nic nie łączy Litwinów z Litewskimi Polakami, że Litwini uciskają Polaków, oraz że jedynym ich opiekunem, sponsorem i ratownikiem jest Polska.

Sytuacja Litewskich Polaków wskazuje również na niepełnosprawność naszego rządu. W rejonie wileńskim dziesiątki lat rządzi wspierana przez Polskę zgraja, która zachowuje się niczym państwo w państwie, opiera się na państwowości Polski, której tu nigdy nie było, za wyjątkiem 20-lecia okupacji Wilna, oraz usiłuje przepisać historię. Władze panstwa niestety już od prawie 30 lat na to nie reagują…

Gdyby otrzymał Pan propozycję objęcia rentownego stanowiska – czy zrezygnowałby Pan z wolności działania na rzecz całej Litwy na rzekomą korzyść zamkniętej grupy?

Bez wątpienia zrezygnowałbym z dowolnego rentownego stanowiska lub pozycji, które są sprzeczne z moim sumieniem, przekonaniami lub wiarą. Z własnej woli zrezygnowałem z robienia kariery w służbie państwowej oraz polityce, ponieważ byłem przekonany, że wówczas byłbym zmuszony dochodzić do kompromisów z własnym sumieniem (być może dzisiaj czasy się zmieniły, jednak jest już zbyt późno, aby myśleć o robieniu kariery). Ponadto nie mógłbym poświęcać tyle czasu muzyce oraz książkom…

A więc jakie znaczenie ma dla Pana Litwa oraz działanie na jej rzecz?

Litwa jest przede wszystkim dla mnie Ojczyzną. Obejmuje wszystko – mogiły moich pradziadków, dziadków oraz ojców, moją rodzinę, kulturę i historię mojego kraju, moje języki (litewski i polski), moich przyjaciół, wszystkich ludzi mojego kraju, falujące pola żyta oraz zaśnieżone dachy domów…

Żyjąc w swojej Ojczyźnie oraz zajmując się w niej różnymi działalnościami, które nadają mojemu życiu sens oraz zapewniają źródło utrzymania, wychowując tu swoich dzieci oraz kochając swoją rodzinę, historię swojej Ojczyzny oraz rodziny, uważam, że działam na jej rzecz.

Dziękuję za rozmowę. Mam nadzieję, że dokonane przez Pana oceny oraz przykład życia będą natchnieniem dla innych osób.

Na zdjęciu: zespół ArcadiaConsort, V. Jasiulevičius pierwszy z lewa przy oknie.

Z Valerijusem Jasiulevičiusem rozmawiał Ryšard Maceikianec.