…Do Mackiewicza nikt nie chciał się przyznać i dlatego, że taki literacko zacofany, i dlatego, że okropny reakcjonista, ale czytali, aż im się uszy trzęsły. Pośród znanych mi polskich literatów nikt tak nie pisał. Szlachcic szaraczkowy, jak go nazwałem, z tych upartych, wzgardliwych, zaciekłych milczków, pisał na złość. Na złość całemu światu, który czarne nazywa białym i nie ma nikogo, kto by założył veto. I właśnie w tej pasji jest sekret jego stylu. Czesław Miłosz. Kultura,  1989

Historia
90 – lecie podpisania i złamania Umowy Suwalskiej Drukuj
Autor: Ryszard Maciejkianiec   
Poniedziałek, 18 października 2010

Bo nie to wydaje mi się najważniejsze w życiu, jakie kto ma przekonania, a to jedynie – by każdy je mógł swobodnie wypowiadać. (Józef Mackiewicz. Gdybym był chanem…)

Antanas TylaW sobotę, 9 października b.r. w Ratuszu Wileńskim odbyła się konferencja, poświęcona 90. rocznicy podpisania i złamania Umowy Suwalskiej. Podstawowe referaty wygłosili akademik Ananas Tyla oraz prof. Vytautas Landsbergis. Wymienione oraz następne wystąpienia zostały gorąco przyjęte przez licznie zgromadzonych na sali, co świadczy o zainteresowaniu tematem mimo znacznego upływu czasu. Przede wszystkim z powodu różnej interpretacji ze strony historyków Litwy i Polski jak samej Umowy, tak i konsekwencji jej złamania. Chociaż tak naprawdę temat jest absolutnie jasny, wina Polski jest bezsporna, a polityka Piłsudskiego i piłsudczyków wobec Litwy tragicznie zaciążyła nad losami tego regionu i samej Polski, uniemożliwiając wypracowanie wspólnej polityki i przedsięwzięć wobec zagrożenia ze strony Związku Sowieckiego i hitlerowskich Niemiec. Zresztą ciągiem dalszym tej obłędnej polityki był Traktat Ryski, dzielący między Polskę i Związek Sowiecki   Białoruś i Ukrainę, w wyniku czego te narody zaczęły budowę własnego niezależnego bytu narodowego z siedemdziesięcioletnim opóźnieniem.
Vytautas LandsbergisTrudno byłoby oczekiwać, że historycy Polski zgodzą się z interpretacją historyków litewskich, oceniających zajęcie Wilna i przyległych terenów jako akt okupacji. Przyznanie bowiem tego faktu pociągnęłoby za sobą potrzebę zmiany ocen całego ciągu wydarzeń historycznych i postaci, w tym Józefa Piłsudskiego, do czego społeczeństwo Polski, kształcone w duchu mitów, stereotypów i kanonów, jest nie przygotowane i nie przygotowywane. Mimo że historiografia Polski najwyraźniej stoi wobec dylematu – kardynalnej zmiany ocen wobec całego szeregu historycznych wydarzeń XX wieku, czy też dalszego upowszechniania propagandowych stereotypów, nie odpowiadających historycznym faktom.

Warto też odnotować, iż nie tylko Litwini negatywnie oceniali złamanie Umowy Suwalskiej i zajęcie Wilna oraz politykę, uprawianą wobec ludności na zajętym terenie. Poniżej kilka z wielu ocen na ten temat, wydanych przez wybitnych Polaków, wywodzących się z Litwy i nie tylko. Zresztą nikt nigdy nie podawał pod wątpliwość faktu, iż Wilno od wieków było stolicą Litwy (WKL).

Ryszard Maciejkianiec

CZYTAC DALEJ…
 
Zapal znicz na nie odwiedzanym grobie Drukuj
Autor: Stanisław Mackiewicz   
Niedziela, 26 września 2010

Jak co roku w przeddzień Dnia Wszystkich Świętych i Zaduszek trwa na wileńskich cmentarzach akcja  ”Znicz na nie odwiedzanym grobie” (Žvakelė ant nelankomo kapo), połączona z jesiennym sprzątaniem miejsc wiecznego spoczynku. Ponieważ stare wileńskie cmentarze znajdują się na pofałdowanym terenie i są gęsto porośnięte starodrzewem – wymaga to znacznego wysiłku pracowników cmentarzy i społeczeństwa. Zachęcamy więc Wilnian i gości Wilna do udziału w akcji.

 

Stanisław Mackiewicz (Cat)

Miasto przepięknych cmentarzy

Od nazwy „miasta pięknych kościołów” bardziej jeszcze słuszna byłaby dla Wilna: nazwa „miasta .przepięknych cmentarzy”. W tym dziwnym mieście ogrodów najbardziej czarownymi są cmentarze.

Tu, w Anglii, stosunek .do śmierci jest zimny, powściągliwy, intymny. Nikt nie wynosi swego żalu na zewnątrz, odwozi się nieboszczyka czarnym samochodem prędko, bez zgiełku tłumu. Człowiek umierający jest jak sardynka, którą wpakują do metalowej puszki. W krajach katolickich jest inaczej. Umiera się, jak już powyżej napisałem, wśród podniosłego obrzędu. Po ulicach Wilna chodzą (czy też chodziły)pogrzeby żydowskie w towarzystwie „płaczek”, które zawodzą głośno i histerycznie. Ale i pogrzeby katolickie, aczkolwiek dostojne i majestatyczne, mają swój długi ceremoniał, pienia, muzykę, która oddziaływa na serce, potęguje w człowieku strach śmierci, pomnaża żal za umarłych, utrwala a cementuje mistyczny strach wobec życia zagrobowego. Największe przeżycie osobiste dziecka polskiego, katolickiego – to pierwszy rodzinny pogrzeb. Pamiętam pogrzeb swej babki, matki ojca, którą zresztą mało znałem i mało byłem do niej przywiązany. Miałem lat dziewięć, byłem wrażliwy i nerwowy. Pogrzeb dłużył się przez dwa dni, jednego dnia wieczorem eksportacja do kościoła, .na druga dzień pogrzeb, chór kościelny, straszne „Miserere” – wszystko to przysłoniło mi kirem śmierci i strachu kilka miesięcy dziecinnego życia. Była wtedy piękna wileńska wiosna, słońce odbijało się w kałużach, po których jechał żałobny karawan na cmentarz.

CZYTAC DALEJ…
 
Grzegorz Wąsowski. Zdań kilka o zapaści semantycznej , współczesnej narracji historycznej, stosunkach polsko – rosyjskich i pomniku, którego nie ma Drukuj
Autor: Grzegorz Wąsowski   
Sobota, 25 września 2010

Motto: [...] Na ziemi pozostaje łgarstwo, fałsz, przeinaczane fakty, tendencyjna kronika wypadków, wrzaskliwe uogólnienia. Na nic to wszystko. Wielkie doświadczenie, dokonane za cenę krwi i rozpaczy, przepada dla potomności. I po wielkim wybuchu, jak popiół z wulkanu opada i ściele się bezwartościowy osad pustych sloganów.

Józef Mackiewicz, „Sprawa pułkownika Miasojedowa”

Wydarzenia w relacjach polsko – rosyjskich, będące bezpośrednim bądź pośrednim następstwem tragicznej śmierci Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i towarzyszących mu w wyprawie na obchody zbrodni katyńskiej osób, wyzwoliły, po polskiej stronie, szereg zachowań, których punktem odniesienia była historia, a źródłem chęć poprawy aktualnej kondycji stosunków na linii Warszawa – Moskwa. Dodatkowym dla nich impulsem była kolejna, 65-ta już rocznica, upadku nazistowskich Niemiec, którą hucznie, czyli jak zwykle, obchodzono w Moskwie. Pośród tych zachowań trzeba wspomnieć apel kilkudziesięciu osobistości życia publicznego o zapalenie lampek 9 maja na grobach żołnierzy radzieckich. Jeden z sygnatariuszy owego posłania do narodu polskiego, Jego Ekscelencja arcybiskup Józef Życiński, uzasadnił swój podpis pod tekstem apelu w następujący, zdaniem niżej podpisanego, oryginalny sposób…. […] to nie są groby wrogów, ale ludzi, którzy PRZYNIEŚLI NAM WOLNOŚĆ…. (podkr. G.W; cytat za „Gazetą Wyborczą”). Chyba trudno o bardziej rozbieżną z obiektywną wiedzą historyczną i doświadczeniem osobistym setek tysięcy ofiar tej „wolności” pośród naszych rodaków wypowiedź dostojnika Kościoła na temat tego, co w latach 1944-1945 przynieśli do Polski żołnierze Armii Czerwonej, a co było bez wątpienia śmiertelnym wrogiem rzeczywistej wolności, w każdym jej wymiarze. Pewnej, smutnej symboliki, w kontekście przywołanej wypowiedzi Jego Ekscelencji, można upatrywać w tym, że jednymi z ostatnich „beneficjentów” owej „wolności”, przyniesionej nam w latach 1944- 1945 przez żołnierzy Armii Czerwonej, byli bracia Jego Ekscelencji ze stanu duchownego – księża: Popiełuszko, Niedzielak, Suchowolec i Zych. Na szczęście dla nas wszystkich „wolność”, o której mówił arcybiskup Życiński, skończyła się dwadzieścia lat temu i od tego czasu możemy cieszyć się prawdziwą wolnością. Po tamtej „wolności” pozostało jednak wielkie spustoszenie w świadomości ludzi, a jednym z najistotniejszych przejawów tegoż spustoszenia jest, trwająca do dziś, zapaść semantyczna, która nie oszczędziła nawet Jego Ekscelencji.

CZYTAC DALEJ…
 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >>

Strona 10 z 10