70. rocznica masowych wywózek. Obchody Dnia Żałoby i Nadziei Drukuj
Autor: Inf. wł.   
Środa, 15 czerwca 2011

14 czerwca 1941 roku  sowieckie NKWD rozpoczęło areszty i wywózkę ludności z Litwy na Syberię i do innych regionów Związku Sowieckiego. W pamięć tamtych tragicznych wydarzeń od ubiegłego tygodnia trwają na Litwie uroczystości, upamiętniające 70. rocznicę masowych wywózek zorganizowanych przez okupacyjny reżim sowiecki.

W rocznicowych obchodach tych tragicznych  wydarzeń wzięli udział kierownicy państwa, władze samorządowe, organizacje, zrzeszające więźniów sowieckich łagrów, młodzież. W wyniku  trwających aż do roku 1953 akcji terroru wobec ludności, z Litwy wywieziono około 300 tys. osób, z których ponad połowa zginęła w wyniku nieludzkich warunków transportowania i życia w łagrach oraz niewolniczej pracy.

W Wilnie uroczyste obchody pamięci ofiar sowieckiego terroru miały miejsce w Sejmie RL, na ul. Ofiarnej przy gmach byłego KGB oraz w Nowej Wilejce, skąd w bydlęcych wagonach wyruszały na nieludzką ziemię mieszkańcy Litwy. Na dworcu kolejowym w Wilnie została odsłonięta tablica pamiątkowa.

W Katedrze Wileńskiej, jak też w wielu innych świątyniach kraju z tej okazji zostały odprawione nabożeństwa.

Poniżej zamieszczamy urywki z dzieł Gustawa Herlinga – Grudzińskiego oraz Józefa Mackiewicza, obrazujące sowiecki system genocydu na okupowanych terytoriach, w Rosji i innych krajach, rządzonych przez komunistyczne reżymy.

Na zdjęciach: rocznicowe uroczystości masowych wywózek w Nowej Wilejce; tablica pamiątkowa na Dworcu Wileńskim.


***

(…)Przed rokiem 1939 rakarze miejscy nakazane sobie mieli opuszczanie ulic, zanim młodzież nie wysypała do szkół, gdyż los złapanych, biednych zwierząt mógł ją gorszyć i oburzać moralnie. Los ten jednak nie zawsze był najgorszy. Większość psów zachowywano bądź do wykupu, bądź po prostu na sprzedaż. Mimo tego, spóźniony wózek hycla wpadał nieraz w groźne opały. Ludziom po prostu żal było piesków. Łajano też i wygrażano pięściami oprawcom. Zdarzało się rzucić kamie¬niem, zdarzały się bijatyki. Był zawsze wielki krzyk i lament wokół. Psy z klatki szczekały też hałaśliwie, odpowiadały im szczekaniem psy z ulic i bram.
Teraz było zupełnie inaczej. Deportowanych wieziono zarówno w nocy, jak w biały dzień, na oczach wszystkich. Los ich był jednako przesądzony, straszny. Nikt ich nie mógł ani wykupić, ani odkupić. A przecież byli to ludzie, nie - psy. Ludzie, po prostu ludzie, jeżeli nie chcemy tego określenia ubierać w patos słów: że nasi najbliżsi współrodacy, współobywatele, znajomi i krewni...

I co? I nic. - Tam, gdzie przejeżdżała taka hyclowska ciężarówka, powstawała nagle zakłopotana cisza. I biegła ta cisza z taką właśnie szybkością, na jaką nastawiony był obrót kół. Biegła jak zaraza. Czasem się ktoś odwrócił z tyłu. Czasem ręką przysłonił oczy i też nie było wiadomo, czy przed słońcem, czy przed ludźmi. Kto płakał, ten się chował. Nie wygrażał nikt. Psy tylko po psiemu szczekały i wyły z żalu za gospodarzem.

Józef Mackiewicz. Łapani jak psy.

Totalitaryści wszystkich odcieni uzurpują sobie prawo do robienia z jednostkami i narodami tego, czego chcą. (...)
(...) Dlatego chciałbym, żeby młodzi ludzie, wierząc w postęp ludzkości, mieli świadomość, że nadal żyjemy w świecie niebezpiecznym. Doskonale to określił Bertrand Russel w swoim pięknym szkicu zatytułowanym "Portret Conrada": musimy pamiętać, że chodzimy po cienkiej warstwie lodu, który w każdej chwili może się załamać. Conrad w swojej twórczości o tym pamiętał. (...)

(...) Więc gdy znalazłem się w 1940 roku w łagrze, uderzyło mnie, że jego istotą jest zamykanie w nim ludzi przeznaczonych na wyginięcie, na śmierć. W niemieckich obozach zagłady prawie natychmiast prowadzono więźniów do komór i zagazowywano ich. W łagrach sowieckich droga do śmierci trwała długo, niekiedy kilka, kilkanaście lat. Sowietom chodziło o maksymalne wykorzystanie siły roboczej. Więźniowie łagrów mieli umrzeć, ale wcześniej mieli za darmo, jako niewolnicy, pracować dla państwa. Na tym polegała różnica. Kiedy dziś mówię, że komunizm i nazizm były "bliźniakami totalitarnymi", to mi odpowiadają: "Jak to? Przecież w ZSRR nie było komór gazowych!" To jest oczywiście prawda, że ich nie było, ale Szałamow, który w łagrze na Kołymie przeżył siedemnaście lat, nazwał sowieckie łagry "białymi krematoriami". To jest dokładnie to, o czym mówię.

Była to eksploatacja do końca. Chciałoby się powiedzieć "jak w systemie niewolniczym'' - bo to określenie samo się nasuwa - ale paradoks polegał na tym, że o niewolnika trzeba dbać, żeby dobrze pracował. Nas natomiast niszczono pracą i głodem. Więźniów w łagrach nie chciano zachować przy życiu, chciano ich zabić warunkami obozowymi. (...)
(...) Mówiąc inaczej - co prawda u schyłku wieku XX wiedza o sowieckich obozach koncentracyjnych została już przyjęta do wiadomości, ale istnieje absolutny opór wobec porównywania zbrodni komunistycznych z bestialstwami hitlerowców. (...)


Gustaw Herling - Grudziński. Inny Świat. Zapiski sowieckie.

(…) według obliczeń zapewne przesadnych, jak wszelkie obliczenia masowych mordów i masowych strat – wymordowała "Czeka" w ciągu jednego tylko roku (1918 – 1919) i tylko na obszarze południowej Rosji, 1700000 ludzi. Na Kubaniu zabawiano się rąbaniem szablami ustawionych na dnie starych barek, zamkniętych w masowym stłoczeniu, razem mężczyzn, kobiety i dzieci, w nieludzkich warunkach i straszliwym smrodzie własnych ekskrementów, po czym topiono ich w Wołdze; w Charkowie specjalizowano się w skalpowaniu i ściąganiu tzw. "rękawiczek"... etc.
Cyfry porуwnawcze pouczają nas, że bolszewicka "Czeka", wraz z późniejszymi transfiguracjami: GPU, NKWD-NKGB, MGB i MWD, dokonała cyfrowo w ciągu 40 przeszło lat, więcej "Genocidium", niźli to mogło zdążyć uczynić GESTAPO w krótkim stosunkowo czasokresie swego istnienia.(…)

Już proces norymberski, mający stanowić trybunał sprawiedliwości światowej, zaskoczył swą jednostronnością, a w rezultacie nie tyle treścią ujawnionych zbrodni hitlerowskich, co niebywałym podeptaniem poczucia obiektywnej moralności. Przedstawiciele Związku Radzieckiego, którzy winni byli podlegać dosłownie każdemu z punktów oskarżenia, nie zasiedli na ławie oskarżonych. Przeciwnie: zasiedli na fotelach sędziów! W konkretnym fakcie oskarżali kogoś innego o zbrodnię przez nich samych popełnioną. I cały skład sądu wiedział oczywiście, że tak jest, bo inaczej nie wycofałby dyskretnie sprawy Katynia. I oto doszło do tego, że już samo tylko nieobarczenie Niemców zbrodnią sowiecką, a schowanie jej pod zielone sukno, uznane zostało za przejaw sprawiedliwości, bezstronności międzynarodowej... Cokolwiek byśmy o tym procesie mówili, rzuca się w oczy, że od początku do końca prowadzony był w sposób, który w minionych czasach nazywał się: nie-fair. O żadnej też obiektywności nie mogło być mowy, gdyż z góry odrzucone zostało wszelkie kryterium porównawcze.
To był zły początek okresu powojennego. Między innymi jemu to zawdzięczać należy powstanie pewnej charakterystycznej, a do dziś prawie obowiązującej formuły ubocznej: Można być ofiarą "stalinizmu", ale nie wypada być otwartym wrogiem komunizmu. – Formuła ta dopasowana została do nowego Calendarium i przetrwała nawet późniejszy okres "zimnej wojny".

W ten sposób cała wiedza o przeszłości komunizmu ulegała niejako urzędowemu zapomnieniu. W szczytowym okresie zimnej wojny można było porównać Stalina do Hitlera, ale nigdy odwrotnie. Gdyby się bowiem powiedziało, że Stalin zawsze był gorszy od Hitlera, wywracałoby się zarówno świętych jak diabłów nowego Calendarium, a sens ostatniej wojny i powojennego schematu, odwrócony by został do góry nogami. Stąd dopuszczalne jest wytykać Stalinowi, że zawarł układ z Hitlerem, ale nie do pomyślenia zarzucać Hitlerowi, że zawarł układ ze Stalinem; dopuszczalne jest zestawianie sowieckich łagrów z hitlerowskimi kacetami, niedopuszczalne wszakże zestawienie odwrotne. Tymczasem chronologia historyczna mówi co innego. Dekret o ustanowieniu "obozów pracy przymusowej" w Sowietach podpisany został przez przewodniczącego Wszechrosyjskiego Centralnego Komitetu Wykonawczego (WCIK), M. J. Kalinina 15 kwietnia 1919 roku – (Sobr. Uzakon. 1919 g. Nr. 12, str. 124), 17 maja tegoż 1919 roku, dekret ten na mocy uchwały WCIK-u, za podpisem W. Awanesowa, rozszerzony i opracowany w szczegółach, przydał organizacjom tych obozów klasycznych typ, skopiowany później przez Hitlera. Tegoż 1919 roku, tzn. W czasie gdy Hitler był jeszcze nikomu nieznanym włóczęgą, powstało na terenie Sowietów 97 obozów koncentracyjnych. (…)

Źródła ukraińskie twierdzą, że w okresie "czystki" i "rozkułaczania wsi", wymordowano na Ukrainie 3 do 6 milionów chłopów. Niektórzy tę cyfrę podnoszą do 7 milionów. Inni mówią tylko o 2 milionach.(…)
Znany publicysta brytyjski, Philip Vander Est, opracował w r. 1979 obszerne dzieło obejmujące statystykę mordów komunistycznych. Według tego opracowania, począwszy od roku 1917, czyli od "wielkiej październikowej", komuniści wymordowali 143 miliony ludzi. Tzn. wielokrotnie więcej niż w ciągu swego życia i wojen, zdołał wymordować Hitler. (Zauważmy na marginesie: w Rosji carskiej od r. 1821 do r. 1906 stracono zaledwie 997 ludzi).

Józef Mackiewicz. Zwycięstwo prowokacji.