Prawda jest nieznana, i prawdopodobnie, w obecnym stanie rozwoju gatunku ludzkiego, nigdy poznana nie będzie. Natomiast to, co stanowi najwznioślejszą cechę tego gatunku, to przyrodzony pęd do poszukiwania prawdy. Ten pęd świadczy o “uduchowieniu" naszego gatunku, wyrażonym w jego - kulturze, wszelkie zatem warunki zewnętrzne, ustroje państwowe, czy idee, wzbraniające lub tylko ograniczające prawo do poszukiwania prawdy, stają się automatycznie wrogami kultury ludzkiej. Józef Mackiewicz. Gdybym był chanem… Kultura, 1958

Godnie idąc przez życie Drukuj
Autor: Ryšard Maceikianec   
Czwartek, 20 grudnia 2018

Przed wielu laty przyszłaś do redakcji tygodnika „Naszej Gazety” – „Naszego czasu”, na praktykę jako Krystyna Sibik, studentka polonistyki na Uniwersytecie Wileńskim.  Dlaczego polonistyka i praktyka w naszym piśmie?

Jakby tak trochę wtedy jeszcze płynęłam z prądem – zaproponowano mi te studia na Uniwersytecie, więc się zgodziłem i przystąpiłem do nauki. Nauka dawała mi się łatwo, bo wielu studentów było po szkole średniej z rosyjskim językiem nauczania i dlatego studia rozpoczynały się od podstaw – nauki czytania i pisania. A ja to już miałem za sobą.

Na trzecim roku studiów trzeba było odbyć praktykę – mogła być szkoła albo redakcja polskojęzycznego pisma. Wybrałem pismo. I w ten sposób znalazłem się w redakcji tygodnika „Nasza Gazeta”.

Po odbyciu praktyki i zakończeniu studiów stałeś się nie tylko etatowym pracownikiem pisma, ale dosłownie ostoją pisma, od podstaw poznając technikę komputerową i zasady wydawania gazety.  Bo wtedy przed ponad dwudziestu laty o tak skrupulatnego, porządnego i pracowitego komputerzystę nie było łatwo. Tym bardziej, że wynagrodzenia były minimalne. Skąd u ciebie ta szeroko pojęta porządność we wszystkim?

Może po babci z Taboryszek, ale też po ojcu i po mamie, bo tak to już było w naszej rodzinie. Zresztą takie cechy charakteru i zachowania się były charakterystyczne nie tylko w naszej rodzinie. Była to raczej właściwe dla większości osób powojennego wiejskiego pokolenia, które wielkim wysiłkiem pracy i wyrzeczeń przygotowało pewien start życiowy dla nas i naszych dzieci.

Nasza redakcja była wtedy nie tylko redakcją. Ta sama grupa osób, wydająca pismo, budowała domy polskie, organizowała imprezy, przyjmowała częstych gości, nie licząc się z czasem i nie trzymając się wąsko pojętych obowiązków. Wtedy z twoim udziałem pismo stało się poczytne i osiągnęło prawie sześcio tysięczny nakład, czego żadne inne polskojęzyczne pismo nie osiągnęło i już nigdy nie osiągnie. Jak oceniasz ten okres swego życia?

Takie pytanie niedawno zadał mi mój syn – czy chciałabym wrócić do pracy w tamtej redakcji. Odpowiedziałem, że oczywiście. Panowała u nas dobra, wzajemnie życzliwa, rodzinna atmosfera, swoboda tworzenia, pomysłów, co wpływało na jakość i popularność gazety. Zresztą w czasie pracy w redakcji poznałem swego przyszłego męża Aleksieja i wyszłam za niego zamąż. Wszystko to razem wzięte oraz młodość pozostawiły po sobie w pamięci urok tamtego okresu.

Ale potem nastąpił okres trudny – w roku 2000 rozpoczęły napady na redakcję w celu przejęcia domów, redakcji i tytułu organizacji, niszczenie sprzętu. I kiedy zapytałem was – co robimy, może oddajmy wszystko i będziemy mieli spokój. To właśnie wy, młode dziewczyny, zachowałyście się godnie i zadecydowałyście, że jeszcze przez siedem lat w niezwykle trudnych warunkach  kontynuowaliśmy wydawanie pisma. Bo waszym zdaniem, zresztą zgodnym z prawdą, postępowanie działaczy Akcji Wyborczej było nieuczciwe i niesprawiedliwe.

Tak, byłyśmy młode uparte dziewczyny. Oni chcieli przejąć nasz dorobek, który powstał naszym   wielkim wysiłkiem pracy i społecznego bezinteresownego działania. Dlaczego mielibyśmy im to oddać?

Dziś jesteś matką pięknej rodziny, macie już własny dach nad głową i dorastających syna Roberta i córkę Arinę. Mąż pochodzi z  dawno osiadłych na Litwie Rosjan staroobrzędowców, sama jesteś Litewską Polką. Dzieci natomiast od samego początku uczą się w szkole z litewskim językiem nauczania. Jak oceniasz taką perspektywę?

Nie był to krok przypadkowy. Cieszę się, że oddaliśmy  swoich dzieci do szkoły z litewskim językiem nauczania. Nauka daje się im bez większego wysiłku, są traktowani  życzliwie i czują się w szkole bardzo dobrze, za lata nauki nikt im żadnych uszczypliwości  nie czynił. Mają przyjaciół, kontakty z którymi będą owocować przez całe życie. Uważamy, że tym, którzy zamierzają żyć i pracować na Litwie, taka szkoła stwarza szerszą perspektywę życiową.

Zresztą syn i córka intensywnie zajmują się również sportem. Dosłownie przed kilku dniami syn po raz drugi osiągnął nowy rekord i tytuł mistrza Litwy w pływaniu pod wodą na dystansie 400 metrów w swojej kategorii wiekowej, córka ma również rekord i mistrzowski tytuł w młodszej kategorii wiekowej wśród dziewcząt.

Oprócz trudnych obowiązków matki w rodzinie, w której dwoje dzieci uczy się poza miejscem zamieszkania i intensywnie sportuje, jeszcze pracujesz?

Tak, w grupie przygotowawczej w szkole z litewskim językiem nauczania. Jestem zadowolona z pracy. Chciałabym wiedzę pogłębić, zdobyć tytuł magistra na Uniwersytecie Wileńskim. Niestety, jak narazie opłata za studia jest dla mnie zbyt wysoka, abym mogła z tej szansy skorzystać.  Ciekawe, że znajomość języka polskiego i rosyjskiego okazała się dla mnie przydatna w szkole z litewskim językiem nauczania. Ostatnio bowiem zwiększyła się  w Salininkai liczba dzieci z rodzin nie litewskojęzycznych, przystępujących do szkoły z litewskim językiem nauczania. A one niekiedy nie mogą się nawet porozumieć z kolegami. Pomagam im więc w tym, aby bezstresowo mogli się zaadaptować w nowym środowisku.  Ku ich zadowoleniu i mojej radości, że mogę być im pomocna.

I jak zwykle od wielu lat jesteś zaangażowana w działalność wspólnoty wileńskiego kościoła pw. Wszystkich Świętych?

Tak, gdy miałam czternaście lat, czyli przed ponad ćwierć wieku zacząłam śpiewam w chórze kościelnym. I tak już zostało. W przeszłym roku byliśmy z chórem na wycieczce w Rzymie, w tym roku uczestniczyliśmy w konkursie chórów, które witały papieża Franciszka w Wilnie, byliśmy też w Zakopanem.  Mnie się to podoba, czynię to z radością.

Dziękuję za rozmowę. Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia i Nowego 2019 Roku przyjmij serdeczne życzenia wszelkiej pomyślności i nieustającego rodzinnego szczęścia.

Z Krystyną Nikitiną rozmawiał Ryšard Maceikianec.

Na zdjęciach: Krystyna Nikitina z rodziną; redakcja "Naszej Gazety" po wydaniu 400 numeru tygodnika w dniu 1 kwietnia 1999 roku, K. Nikitina stoi druga z lewa.