…Złamanie Traktatu Suwalskiego i Żeligowskiada były największym błędem, który zaciążył na losach tej części Europy Wschodniej. A stworzona przez Piłsudskiego Litwa Środkowa, była niewątpliwie szopką wysoce szkodliwą. Józef Mackiewicz. O pewnej, ostatniej próbie i o zastrzelonym Bubnickim. Kultura, 1954

O stosunkach litewsko – polskich – prawdziwie Drukuj
Autor: (rm)   
Niedziela, 10 kwietnia 2011

W dziale Biblioteka zamieściliśmy prace magisterską Jana Szybakowskiego pt. Stosunki polsko-litewskie – od sporów i konfliktów do strategicznego partnerstwa, która została przygotowana na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego pod kierunkiem doc. dr Marka Tabora, wykładowcy Instytutu Stosunków Międzynarodowych.

Praca jest szczególnie interesująca z tego powodu, iż autor przedstawia inny, nie tradycyjny pogląd na rozwój litewsko – polskich stosunków, krytycznie ocenia opinie nawet historyków -  autorytetów, przedstawia własną interpretację faktów z punktu widzenia obywatela i mieszkańca Litwy, nawiązuje do aktualnych wydarzeń, na przebieg których, zdaniem autora, mają wpływ nie tylko realne wydarzenia historyczne, ale i wypaczona pamięć historyczna.

Oto kilka urywków:
(…)Dlatego bez wątpienia mają rację ci, którzy uważają, że na współczesne litewsko – polskie stosunki ma znaczący wpływ kontekst historycznych stosunków. Dziś dla nowych pokoleń może mniejsze znaczenie ma okres od Unii do początku XX wieku. Na pewno natomiast realny wpływ na mentalność społeczeństwa litewskiego mają wydarzenia XX wieku, a szczególnie w latach 1918 – 1939. I na tym okresie są przede wszystkim wzorowane stereotypowe postawy narodowe, do tamtego okresu przede wszystkim dla przykładu dziś nawiązują liderzy Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, nie będące w stanie zaproponować dla polskiego środowiska na Litwie pozytywnego programu i dlatego wykorzystujący wzory nacjonalistycznych postaw z tamtego dawno minionego okresu, a który dla starszego pokolenia, będącego w okresie międzywojennym obywatelami Polski, jawi się po dziesięcioleciach, wzmocniony nie zawsze prawdziwą na cele polityczne propagandą, jako okres świetności. Co ciekawe, że brak znajomości historii i odejście w niepamięć szczegółów tamtych czasów, pozwala powoływać się nawet na faktycznie nie istniejące zjawiska i wydarzenia, rzekomo dające prawo do pewnych praw, zachowań i postaw.

(…)Trudno byłoby oponować prof. P. Łossowskiemu, nie znając wszystkich szczegółów i aspektów budowania stosunków litewsko – polskich w zmieniającej się sytuacji historycznej. I widocznie należy przyznać rację tezie, że „generalnie jednak biorąc, wydaje się, iż mi wszystko Polacy wykazali więcej umiaru, częściej odwoływali się do racji nadrzędnych, kierowali w sporach terytorialnych kryterium zasadniczym, jakim jest wola samej ludności. Młody nacjonalizm litewski - może właśnie dlatego, że małego, nie okrzepłego narodu - był hardzi agresywny i zaczepny, mniej skłonny do polubownych rozwiązań” – ale jedynie do chwili złamania umowy ( porozumienia, uzgodnienia techniczno-wojskowego) Suwalskiej przez stronę polską i zajęcia Wilna. Bowiem, nikt i nigdy nie wątpił, że historyczną wielowiekową stolicą Litwy jest Wilno. A zajęcie stolicy każdego państwa zazwyczaj było traktowane jako zwycięstwo jednej strony i poniżająca porażka drugiej strony konfliktu. Co więcej - „po drodze” byłą zajęta i druga historyczna stolica – Troki, a marsz wojska polskiego w stronę Szyrwint, w przypadku jego zwycięskiego zakończenia, spowodowałby, iż byłby zajęty i Kiernów, pierwsza stolica Litwy. Bitwa pod Szyrwitami i Majszagołą ten marsz wojska polskiego w stronę ostatniej nie zajętej przez Polskę historycznej stolicy Litwy powstrzymała. I o ile wcześniejsze spory litewsko – polskie są obiektem zainteresowań głównie środowisk naukowych, o tyle wydarzenia z jesieni 1920 roku i okres międzywojenny, przez który część Litwy wraz z Wilnem znajdowały się w składzie Polski, są podstawowym elementem historycznej pamięci litewskiego społeczeństwa, kształtującym do dziś obraz Polski i Polaków. Tym bardziej, gdy politycy i oficjalni przedstawiciele Polski, a nawet historycy przywołują  do dziś te wydarzenia, jako dowód mądrej i konsekwentnej ówczesnej polityki.

(…)W zasadzie ze strony polskich historyków i publicystów tezy prof. Piotra Łossowskiego zostały przyjęte jako aksjomat, tworząc i ugruntowując swoisty i niezmienny stereotyp oceny tamtych wydarzeń, co również nie sprzyja autentycznemu zbliżeniu społeczeństw Litwy i Polski.

Jak u Jerzego Żenkiewicz, tak u szeregu innych autorów pojawia się nie uargumentowana teza, że państwo litewskie ”od samego początku głosząc nacjonalizm, odmawiało ono współpracy i praw do współudziału w rządzeniu krajem innym narodowościom”, co faktycznie nie odpowiada rzeczywistości. Litwini najwyraźniej właściwie oceniali sytuację i rozumieli jakie wpływy i znaczenie może mieć w przyszłym państwie społeczeństwo polskiej, i dlatego przede wszystkim konferowali i rozmawiali z Polakami. Inna rzecz, że Polacy „pragnęli utrzymać swoje pozycje na Litwie” i widzieli siebie głownie w roli rządzących, a nie rządzonych. Co charakterystyczne, że postawy grup Polaków różniły się od siebie w zależności od warunków zamieszkania i ich otoczenia. Polacy mieszkający wśród Litwinów byli raczej skłonni zaakceptować pozycję strony litewskiej, Polacy z Wilna i Ziemi Wileńskiej – trzymali się koncepcji J. Piłsudskiego, który najwidoczniej i nadał kształt polsko – litewskim stosunkom w tym okresie i na przyszłość.  Patrząc dziś na stanowczą postawę Litwinów w sprawie Wilna – należy im przyznać rację. Bowiem zrzeczenie się z prawa do historycznej stolicy (stolic) Wilna  i części przyległego terytorium mogło mieć daleko idące konsekwencje i być dowolnie wykorzystywane przez przyszłego sowieckiego okupanta. Natomiast statystyka ludnościowa w Wilnie i okolicach, przemawiała na korzyść ludności polskiej w tym okresie mógł być pewnym argumentem, chociaż nie decydującym. Litwa nie była jedynym państwem w Europie,  zamieszkałym tylko przez narodowość, nadającą imię państwu. I mimo, że Polacy „w żadnym przypadku nie dopuszczali myśli o wyrzeczeniu się Wilna i Wileńszczyzny” – tak być mogło i tak trzeba było postąpić. Dyskusja raczej powinna by była trwać nie o tym, do kogo ma należeć Wilno, a o miejscu i zapotrzebowaniach polskiego społeczeństwa będącego w składzie państwa litewskiego.

Autor na podstawie dzieła Joanny Gierowskiej – Kałłaur (Joanna Gierowska – Kałłaur. Zarząd Cywilny Ziem Wschodnich (19 lutego 1919 – 9 września 1920). Warszawa 2003.) obala też stale obecną tezę, iż jakoby przedstawiciele środowiska litewskiego, którzy  przewodzili procesowi odrodzenia państwa litewskiego na początku XX wieku, nie chcieli współpracować ze środowiskiem polskim.

(…)Litwini spotkali się jesienią 1917 r. z tak solidarną polską odmową wobec swojej propozycji dołączenia przedstawicieli Polaków do Rady, że nawet będący znaczącą osobistością Wilna, powszechnie znany ze swej życzliwości do Litwinów, mecenas Tadeusz Wróblewski, mimo danej im wstępnie obietnic wycofał się pod presją polskiej opinii społecznej…

Atrakcyjności pracy dodaje fakt, iż raczej tylko tu są często cytowani wybitni twórcy z Litwy - antykomuniści - Józef Mackiewicz, Marian Zdziechowski, Michał Kryspin Pawlikowski, jak też Eugeniusz Romer, Józef Godlewski, Kazimierz Okulicz i inni.

Mimo, iż praca jest napisana przez litewskiego Polaka, będzie na pewno swoistą kroplą drążącą również kamień historii Polski, która, mówiąc słowami Jerzego Giedrojcia - (…)”h]istoria Polski jest jedną z najbardziej zakłamanych historii jakie znam". Dla którego to zakłamanie oznaczało uleganie stereotypom i mitom narodowym, rozmyślne pomijanie w historiografii tematów dla Polaków nieprzyjemnych, polonocentryzm: „słoń i sprawa polska".

Chwała więc autorowi pracy i jego promotorowi za nowe spojrzenia na zdawałoby się znany temat.
(RM)